sobota, 30 marca 2013

#4

Rozdział 4
~Perspektywa Emily~

Obudziły mnie promienie słoneczne przedostające się do pokoju przez otwarte okno. Nakryłam się cała kołdrą i próbowałam nadal zasnąć jednak przypomniała mi się twarz chłopaka, która śniła mi się tej nocy. Miał burzę loków, wielkie zielone oczy z ciemnozielonymi tęczówkami  i zniewalający uśmiech dzięki któremu ujawniały się jego piękne dołeczki w polikach. Nie wiem kim on był, ale na samą myśl o nim szybciej biło mi serce. To było wręcz dziwne, aż sama się siebie bałam. Moje rozmyślenia przerwali Lana i Marcus, którzy wpadli do mojego pokoju niczym huragan. Widziałam jak ich oczy były przepełnione szczęściem. Wiedziałam, że bardzo chcą jechać do Londynu. A ja postanowiłam sobie, że nie chcę im tego psuć.
-Wstawaj Ems, już po 12. Za pół godziny jedziemy do Krakowa. - powiedziała Lana.
Spojrzałam na zegarek i dopiero wtedy uświadomiłam sobie jak już jest późno.
-Miałaś mnie obudzić o 8.00 . - mówiłam szybko wstając z łóżka.
-No tak... Ale o tej godzinie to ja sama spałam, a później chyba ze 56448104083 razy układałam fryzurę - powiedziała. 
Zaczęliśmy się śmiać.
No dobra. To ty się tutaj szykuj, a my idziemy na dół. - powiedział Markus po czym wziął moje dwa niewielkie bagaże i wyszedł. Lana została jeszcze chwilę i powiedziała:
-Ekhm... Emy? Ubierz się dzisiaj wyjątkowo, dobrze? Chcę, żebyśmy sprawiły jak najlepsze wrażenie na twoim ojcu. - powiedziała cicho Lana.
-Skoro to dla Ciebie takie ważne, to nie założę dziś dresów i postaram się zrobić na bóstwo- powiedziałam wzdychając - w miarę możliwości - mruknęłam pod nosem.
-Słyszałam! - krzyknęła Lana.
Zaśmiałyśmy się obie, a moja przyjaciółka zeszła na dół.
Przeciągnęłam się , podeszłam do komody i wyciągnęłam najładniejsze ciuchy jakie miałam. Poszłam do łazienki się ubrać. Przeklęłam w duchu Lanę. Nigdy więcej nie założę na siebie tak masakrycznie idealnie opinających ubrań! Włosy zaczesałam tak, jak uczyła mnie ciocia . Kiedy wróciłam do pokoju chwyciłam za torebkę. Włożyłam do niej telefon, mp4, portfel, klucze, swoją i gotowa zeszłam na dół. Kiedy weszłam do kuchni, Lana stała wtulona w Markus`a. Znowu poczułam się trochę niezręcznie. Kiedy mnie zobaczyli odskoczyli od siebie i patrzyli na mnie wystraszeni. Po chwili zaczęli się mi tłumaczyć.
-Przestańcie! Czemu wy się przede mną kryjecie? Przecież ja się cieszę, że ze sobą jesteście. 
Zakochańce odetchnęli z ulgą.
-No dobra. Chodźmy już. - powiedziała Lana.
Markus chwycił nasze bagaże i obydwoje wyszli z domu.
Rozejrzałam się ostatni raz po kuchni, uśmiechnęłam się sama do siebie i wyszłam z domu. W drodze do Krakowa panowała cisza. Markus siedział obok mnie i grał na telefonie, Lana siedziała z  przodu i czytała moją książkę, a ja słuchałam muzyki. Miałam puszczone: Forever Young tego zespołu, który uwielbia Lana. Nie miałam na ich temat zdania, a jedynie ta piosenka w ich wykonaniu mi się podobała. Moja przyjaciółka tego nie wiedziała, bo gadałaby o nich jeszcze więcej. Kiedy przejeżdżaliśmy przez lasy wiatr wiał mi prosto w oczy co powodowało w nich łzy. Uwielbiałam tak robić, a szczególnie kiedy byłam mała.  Kiedy dojechaliśmy do Krakowa była już godzina 18.30. Samolot mieliśmy o 19.00. Pożegnaliśmy się z wujaszkiem, a ja usiadłam na krześle obok Markus`a. Poczułam się senna. Oparłam się o jego ramię i zasnęłam.
-Emy, Ems! Wstawaj! Mamy samolot za 10 minut. - mówiła Lana.
Wsiedliśmy na pokład samolotu i zajęliśmy miejsca. To było dla nas wielkie przeżycie, ponieważ lecieliśmy pierwszy raz. Kiedy mieliśmy startować ścisnęłam rękę Markusa tak mocno, że krzyknął:
-Młoda, kurwa, zaraz mi ręka odpadnie! - i wybuchnął śmiechem.
On się nie bał... Zresztą on nigdy się niczego nie boi. Po chwili jednak ja także przestałam się bać. Puściłam jego rękę i też się uśmiechnęłam.  Zaczęłam czytać książkę Lany, a ona i mój braciszek zasnęli wtuleni w siebie. Dalej nie dochodziło do mnie, że oni... Razem ... Ale trzeba się przyzwyczajać. Trzy godziny później byliśmy na miejscu. Obudziłam moje gołąbeczki, wzięliśmy swoje bagaże i ruszyliśmy w stronę terminalu. Na samą myśl, że zaraz zobaczę mojego ojca, robiło mi się słabo. Serce waliło mi tak mocno, że bałam się, że zaraz wyskoczy mi na wierzch. Cała się trzęsłam.
-Poczekajcie. - powiedziałam do parki.
-Co się dzieje? Zapomniałaś czegoś? - zapytał Markus.
-Nie... Chodzi o to, że ja nie wytrzymam. Ja nie dam rady spojrzeć mu w oczy, czy normalnie z nim porozmawiać. Nie po tym co zrobił... Nie po tym, jak nas zostawił! - mówiłam, po czym kucnęłam na ziemi i zakryłam twarz rękoma.
Lana podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła.
-Masz być silna rozumiesz?
-Ale ja nie potrafię...
-Potrafisz! No już chodź... Wstawaj . - mówiła podnosząc mnie. Wzięłam głęboki oddech, w rękę chwyciłam walizkę i ruszyłam naprzód.
Markus rozglądał się po lotnisku szukając naszego taty.
-Ooo! Tam jest! - krzyknął.
Miałam wrażenie, że upadam. Nie czułam nóg. Były jak z waty.
-Ems, jesteś gotowa na spotkanie z nim? - zapytała Lana.
Nie byłam w stanie nic powiedzieć, więc jedynie niepewnie pokiwałam twierdząco głową.
-No to chodźmy. - powiedział Mike.
-Marcus, Lana, Emy! - krzyknął do nas po czym podbiegł i mocno ich wyściskał .
Nawet na niego nie patrzyłam. Wzrok wbiłam w podłogę.
-Pamięta mnie pan... - uśmiechnęła się Lana.
-No pewnie, że tak łobuziaro. - odparł mój tata całując ją w policzek.
W końcu podszedł do mnie. Spojrzałam na niego i dopiero wtedy zobaczyłam jak się zmienił. Nie miał już takiego wielkiego brzucha, lepiej się ubierał i wyglądał jakoś młodziej. Kiedy przybliżył się do mnie i mnie przytulił poczułam się tak bezpiecznie jak kiedyś.
-Te same perfumy co kiedyś. - powiedziałam.
Kochałam je. Zawsze kojarzyły mi się z NIM. Z trudem opanowywałam łzy, które coraz bardziej napływały do moich oczu.Tata chciał chwycić moje bagaże jednak ja zaprzeczyłam.
-No tak ... zapomniałem, że kochasz zawsze wszystko robić sama.
-No, uwierz mi... Przez tak długi czas ja też bym zapomniała dużo rzeczy. - powiedziałam po czym chwyciłam bagaże i ruszyłam naprzód.
Nie chciałam być dla niego niemiła. Bo to przecież nie o to chodzi, ale ja po prostu nie potrafiłam inaczej.
-To gdzie pan nas zabiera? - próbowała podtrzymywać rozmowę Lana.
-Pierwszy miesiąc spędzimy w pewnym hotelu , a drugi w moim domu. Jednak ktoś będzie musiał zamieszkać z nami. - powiedział uśmiechając się zadziornie, 
-Kto? - zapytał Marcus.
-Zobaczycie. - odparł puszczając oczko.
Kiedy byłam młodsza uwielbiałam jak to robił.
-Będziecie musieli poznać kilka osób, ale spokojnie. polubicie się. - dodał.
-Taa... Świetnie. Zapowiadają się beznadziejne wakacje w beznadziejnym mieście . - mruknęłam.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I już w następnym rozdziale coś zacznie się dziać :DDD

czwartek, 28 marca 2013

#3

Rozdział 3
~Perspektywa Emily~

Kiedy wyszłyśmy z salonu skierowałyśmy się do pokoju Lany. Skakałyśmy i piszczałyśmy ze szczęścia . Nie cieszyłam się za bardzo, że tam jadę, ale najważniejsze, że będę z Laną. Zaczęłyśmy ją pakować. Lana spojrzała na zegarek . Była już po 22.
-No dobra . Jeśli chcesz zdążyć się spakować, to powinnaś już iść. Sama musisz się jeszcze spakować. Ale pamiętaj! Jutro rano robię ci pobudkę o 8.00 ! - ostrzegła.
-Dobrze. - powiedziałam  po czym wyszłyśmy przed dom. 
Miałam już iść kiedy nagle zatrzymałam się, bo Lana pociągnęła mnie za rękaw. Odwróciłam się do niej, a ona mocno mnie przytuliła. Zdziwiło mnie to, bo rzadko okazywałyśmy sobie uczucia w taki sposób.
-Dziękuję ci. Wiesz, że właśnie spełniasz moje marzenia? - zapytała.
Moją odpowiedzią był uśmiech.
-Ja też bym chciała, żeby ktoś w końcu spełnił moje. - powiedziałam do siebie kiedy Lana wróciła do siebie. Spojrzałam w niebo ciężko westchnęłam i weszłam do domu. Od razu poszłam do pokoju Markus`a. Chłopak spał.
-Markus, wstawaj. Trzeba się spakować. - powiedziałam. 
Chłopak dalej spał.
-Markusie Monteskiuszu Trasscot'cie! Wstawaj! - Mój brat zawsze wybuchał złością, gdy używałam jego 2giego imienia. Dalej nic .
-Mam dla ciebie piwo.
Chłopak się przebudził.
-Gdzie masz to piwo?- spytał zdezorientowany, a ja wybuchnęłam gromkim śmiechem.
-Nie mam. Wstawaj trzeba się pakować.
Chłopak podszedł do szafy i wyciągnął z niej wielką torbę podróżniczą.Usiadłam na jego łóżku i zaczęłam rozglądać się po jego pokoju. Był dość czysty jak na pokój chłopaka.
-Marcus... - przerwałam długą ciszę.
-Tak?
-Muszę zadzwonić do naszego taty.. - powiedziałam wbijając wzrok w podłogę.
-I...? Jak nie masz kasy na koncie to Ci pożyczę swój telefon. - zaoferował się braciszek.
-I gówno, kurwa, jak Ty mnie czasem dobijasz. - powiedziałam robiąc Face Palm'a
-No to o co Ci chodzi?
-Na przykład nie chcę z Nim rozmawiać?
-Aaaaa, to daj telefon i ja zadzwonię. - wyszczerzył ząbki Marcus.
-Przecież masz swój. - dość często go nie rozumiałam, wiecie, taki wybryk natury z niego.
-Ale nie mam kasy na koncie. - powiedział i spuścił wzrok.
-Przecież chciałeś mi... Nieważne... - i tak bym nic nie osiągnęła próbując go jakoś zrozumieć.
Podałam mu grzecznie telefon i wróciłam do swojego pokoju. Cieszyłam się, że mam tak pomocnego brata. Tak naprawdę to był jedyny człowiek z mojej rodziny któremu na mnie zależało... tak mi się bynajmniej wydawało. Podeszłam do laptopa włączyłam: Imagine Dragons - It's Time. Uwielbiałam tą piosenkę. Kontynuowałam pakowanie się. Nagle do pokoju wpadł niczym huragan Markus. Jego oczy błyszczały szczęściem.
-I jak? - zapytałam z obojętnością w głosie.
-Tam będzie cudownie! - powiedział braciszek. -Tata zabiera nas do jakiegoś hotelu na miesiąc, a drugi miesiąc spędzimy w jego domu. Jutro przyjedzie po nas na lotnisko. 
Po tych słowach mnie zamurowało. Na samą myśl, że go zobaczę moje serce zaczęło bić szybciej.
-Chcesz tam jechać? - zapytał Markus.
-Nie. - powiedziałam stanowczo .
-Ale postaraj się być chociaż trochę miła dla ojca. - poprosił .
-Spróbuję. - powiedziałam.
-Dobra, idę. Jak coś będziesz chciała jestem,  u siebie . - powiedział po czym przybił mi żółwika i wyszedł.
Postanowiłam pójść się wykąpać. Wyciągnęłam z szafki  piżamę i poszłam do łazienki . Kiedy leżałam w wannie obiecywałam sobie, że w Londynie nie wciągnę się w żaden romans, bo to bez sensu . Po co zaczynać coś co i tak ma się zaraz skończyć? Nie chcę potem płakać. Kiedy wyszłam z wanny założyłam na siebie wcześniej przygotowane ciuchy, opatuliłam się szczelnie szlafrokiem i zeszłam na dół do kuchni. Usłyszałam z salonu głosy mamy i tego jej.. Roba. Nie chciałam ich widzieć, ale musiałam porozmawiać z mamą o wyjeździe.
-E... Ja jutro wyjeżdżam. - powiedziałam.
-Oo... Jednak się zdecydowałaś ?
-Tak. I teraz już będziesz miała kupę czasu dla tego pana. - powiedziałam wychylając się zza niej i perfidnie się do niego uśmiechając.
-Przestań... Nie mów tak. Zawołaj lepiej brata.
Chłopak akurat schodził po schodach.
-Markus. Chodź tu.
Chłopak po chwili stał obok mnie.
-Marcus, opiekuj się nią.
-Sama potrafię o siebie zadbać.
-Dobrze mamo. - przerwał mi Mike.
-No to już się nie zobaczymy, bo jutro wyjeżdżam na szkolenie do Warszawy. No więc chodźcie tutaj do mnie. Kocham was. - powiedziała po czym  przytuliła Marcusa . To samo chciała zrobić ze mną, jednak ja odsunęłam się od niej i poszłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz, zgasiłam światło,  i poszłam na balkon. Patrzyłam w gwiazdy. Na słuchawkach puściłam: GrubSon - Na szczycie. Po moim poliku zaczęły spływać łzy. Nie potrafiłam na tym świecie znaleźć sobie miejsca. To, że chodzę uśmiechnięta nie znaczy, że tak naprawdę wszystko jest w porządku. Chciałabym odnaleźć poczucie bezpieczeństwa. Miałam słaby charakter. Denerwowało mnie to, że zawsze tak szybko się poddaję. Płakałam coraz bardziej .
-Chciałabym w końcu zacząć jakoś normalnie żyć. Mieć dobry kontakt z tatą. Czy to tak wiele? Spotkać chłopaka, który będzie mnie kochał za to jaka jestem. Może dopiero na szczycie się spotkamy... - powiedziałam po cichu. Znowu spojrzałam w niebo. Nagle pojawiła się spadająca gwiazdka. Uśmiechnęłam się smutno do siebie, wróciłam do pokoju, położyłam się na łóżko i momentalnie zasnęłam.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że tak nudno, ale muszę najpierw Was wprowadzić do tych ciekawszych momentów.
Postanowiłam, że rozdziały będę dodawała co 2 dni, zaczynając od dziś. Miło by było zobaczyć jednak jakieś komentarze...

#2

Jejjejejejejeje! Szybko wam poszły te 4 kom! A więc daję rozdział :D

Rozdział 2 

~Perspektywa Emily~

Obudziła mnie głośna muzyka dobiegająca z salonu i pukanie do drzwi . Spojrzałam na zegarek była 19.30. Podeszłam do drzwi i gwałtownie je otworzyłam. Zobaczyłam tam Markus`a w samych bokserkach.
-Czego chcesz? - zapytałam zaspana.
-Jeść! - odparł głosem 5-latka.
-A sam nie potrafisz sobie zrobić? - zapytałam.
Chłopak jedynie przecząco pokiwał głową.
-A gdzie mama? - zapytałam po chwili.
-U Roba. - powiedział Markus.
On wiedział jak bardzo nienawidzę tego człowieka. Obwiniałam go za rozwód moich rodziców. Z resztą moją mamę także. Chciałabym, żeby moja rodzina była w komplecie... jak dawniej.
-Ems! Emy? Zawiesiłaś się? - zapytał Mike
-Hmmm? Tak, tak.. Chodźmy do kuchni zrobić naleśniki. - powiedziałam.
Kiedy zeszliśmy na dół od razu wyłączyłam muzykę i wzięłam się do roboty.
-Markus? Czy rozmawiałeś z mamą o tym, że mamy polecieć do Londynu? - zapytałam.
Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony jakby nie wiedział o czym mówię. 
-No ta ... Mamusia nie miała czasu ci powiedzieć...
-O co chodzi? Do jakiego Londynu? Kiedy mamy lecieć? - pytał.
-Nieważne.. Podaj mi mąkę. - poprosiłam.
Markus wykonał moje polecenie. 
-Powiedz mi... - prosił.
-Dzwonił do niej dzisiaj nasz kochany ojczulek. Pytał się czy we dwójkę nie chcielibyśmy do niego przylecieć. -powiedziałam. 
-I co? Polecimy? - zapytał.
-Nie wiem...Nie mam pojęcia. - powiedziałam po czym zapanowała cisza.
-Wiesz co? Polecę  tam. Pod warunkiem, że Lana poleci z nami. - powiedziałam.
Mike przygryzł dolną wargę i lekko się zarumienił. Trochę mnie to zdziwiło, pierwszy raz go takiego widziałam.
-Markus... Nie żeby coś, ale wydaje mi się czy ty na nią lecisz? - zapytałam.
-No tak jakby ci się nie wydaje. - odparł rozmarzony.
-Uu..mój braciszek się zakochał. - powiedziałam dźgając go w brzuch.
-Przestań... - powiedział zawstydzony po czym ochlapał mnie wodą.
Po chwili zrobiłam z nim to samo. Jednak dwa razy mocniej. Był cały mokry.
-No i się doigrałaś młoda! - powiedział po czym wziął mnie na ręce i wyniósł na dwór. Następnie wrzucił do basenu. Byłam na niego wściekła, z resztą ze wzajemnością.
Nagle stanęła za nim Lana. Uśmiechnęłam się do niej.
-No i co się szczerzysz? - zapytał Markus.
-Nie do ciebie! - odparłam.
-A do kogo niby? 
Wskazałam palcem na Lanę. Chłopak odwrócił się do niej. Spojrzał jej w oczy i wystawił szereg białych zębów. Poczułam się trochę niezręcznie.
-Wiecie co? To ja...pójdę się przebrać. - powiedziałam po czym wyszłam z basenu.
Skierowałam się w stronę drzwi balkonowych.
-O mój Boże ...świat wariuje...mój brat i moja przyjaciółka - powiedziałam w drodze do swojego pokoju.
Podeszłam do szafki. Przebrałam się, jak zwykle w wygodne ciuchy. Szpili, spódnice i sukienki to styl Lany, ja wolałam trampki, spodnie i luźne koszule. Gdy wróciłam z łazienki już ubrana, na łóżku leżała Lana i podśpiewywała pod nosem piosenki, oczywiście One Direction.
-Dobrze się bawisz? - zapytałam kładąc się obok niej.
-Rewelacyjnie. - odparła .
Cała promieniała szczęściem. Zapanowała cisza.
-Lana... Posłuchaj... Mój tata... Dzwonił dziś do mojej mamy. I prosił , żebym z Markusem przyleciała do niego do Londynu... I... Ja nie chcę lecieć tam bez ciebie. - powiedziałam spokojnie
  Lana najpierw spokojnie siedziała, a potem zaczęła skakać i piszczeć.
-Aaaaa! O mój Boże... Do Londynu! O ja nie mogę, przecież tam mieszka One Direction.. A co jak ich zobaczę? Na pewno ich zobaczę! Jezu drogi .. Dziewczyno kocham cię, kocham cię! - krzyczała, po czym podbiegła i przytuliła mnie tak mocno, że nie mogłam złapać oddechu.
-No, widzę ,że naprawdę się cieszysz. - powiedziałam uśmiechając się.
-Cieszę się, cieszę. Boże drogi, LONDYN! - powiedziała nieco spokojniej.
-A twoja mama się chociaż zgodzi? - zapytałam .
  Lana przycichła.
-Na pewno się zgodzi. Chodź, zapytamy się. - powiedziała po czym chwyciła mnie za rękę.
W pośpiechu wybiegłyśmy z domu. Minutę później byłyśmy na miejscu. Jej dom znajdował się naprzeciw mojego. Uwielbiałam u niej być. Zawsze panowała tam przyjemna, rodzinna atmosfera. Nie to co u mnie.
-Cześć. - krzyknęła szczęśliwa Lana na powitanie .
-Cześć. - odparła jej młodsza siostra.
-Dzień dobry ciociu . - powiedziałam wystawiając szereg białych zębów.
-O... Cześć Emy - odparła promiennie jej mama.
-Mamo...tato... Wiecie jak ja was bardzo kocham, nie? No to posłuchajcie ... Bo wiecie, że tata Emily mieszka w Londynie, nie? I on dzwonił do niej i chciał, żeby razem z Markusem do niego poleciała . I ja też bym chciała. Sami dobrze wiecie, że zobaczenie tego miasta jest moim wielkim marzeniem w sumie od zawsze, a teraz jest niepowtarzalna okazja. To jak...zgadzacie się? - mówiła bez przerwy.
Zapanowała cisza.
-Emy , a twoi rodzice nie mają nic przeciwko? - zapytał jej tata.
-Oczywiście że nie, sami to zaproponowali. - powiedziałam.
-No to jeżeli tak....to nie mam nic przeciwko. - powiedziała jej mama.
  Lana zaczęła piszczeć.
-A Kiedy macie samolot? - zapytał wujek.
-Jutro wieczorem. - odparłyśmy równocześnie .
-Dobrze. W takim razie odwiozę was na lotnisko, a teraz idźcie się pakować. - powiedział kochany wujaszek.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Podnoszę poprzeczkę :D Teraz dam kolejny rozdział jak będzie 5 kom. Ja nie gryzę, a komentarze naprawdę są dla mnie przyjemnością, bo wiem że czytacie. Do następnego!

#1

Rozdział 1 

~Perspektywa Emily~

Tego dnia było zakończenie roku szkolnego. Najlepszy dzień w całym roku dla wszystkich licealistów. Siedziałam w swoim pokoju i czytałam książkę. Nagle ktoś uderzył kamieniem w okno. Wiedziałam, że to Lana. Ona zawsze wymyśli coś zwariowanego. Podeszłam do okna i je otworzyłam.
-Nie potrafisz normalnie zapukać? - zapytałam.
Semily wystawiła szereg białych zębów.
-Oczywiście, że nie. - odparła. - Jest twój brat?
Wiedziałam, że Mike się jej podoba. Jednak wydawało mi się, że on traktował ją jak młodszą siostrę. 
-To co? Będziemy się tak komunikować przez okno? Czy może łaskawie zejdziesz tutaj do mnie? - zapytała.
Uśmiechnęłam się do niej zamknęłam okno i wyszłam na podwórko.
-Noo..to jak masz zamiar uczcić zakończenie roku szkolnego? - zapytała Semily .  
-No wiesz...Nie ma tutaj raczej żadnych atrakcji oprócz naszej kochanej łączki. - zaśmiałam się .
-To chodźmy do twojego braciszka. - zaproponowała.
-Do twojego Markus'ika. - dokuczałam jej. 
-Oj przestań! - odparła szturchając mnie.
Kiedy poszłyśmy na tył podwórka Mike i jego koledzy moczyli nogi w basenie popijając piwo. Muzyka grała tak głośno, że nie słyszałam własnych myśli.
-Ooo..moje kochane dziewczynki! - krzyknął Mike po czym do nas podbiegł i mocno nas przytulił.
-Wiesz co? Nie pij więcej. - powiedziałam po czym położyłam się na hamak.
  Lana od razu zaczęła przystawiać się do mojego brata, a jemu najwidoczniej bardzo się to podobało. To był trochę dziwny widok... Nagle moja kochana przyjaciółka podeszła do laptopa i puściła na nim piosenki swojego ulubionego zespołu, a mianowicie: ONE DIRECTION. Miałam ich już serdecznie dosyć.. Wystarczyło mi,że Lana ciągle o nich gadała.
-O nie...tylko nie oni. Wiecie co? Ja pójdę do swojego pokoju, a wy się tutaj bawcie. - powiedziałam po czym poszłam do siebie. Leżałam na łóżku i bez celu gapiłam się w sufit . Nagle usłyszałam wołanie mamy z kuchni .
-Emily! Chodź tu!
Przewróciłam oczami i leniwie zeszłam na dół .
-Czego ty znowu chcesz? - zapytałam krzyżując ręce na piersiach i opierając się o ścianę.
-Bardzo ładne powitanie z matką.
-Bardzo mi przykro , ale na lepsze mnie nie stać.
Moja mama ciężko westchnęła .
-Posłuchaj...Dzwonił do mnie dzisiaj twój tata..
-Wow. Przypomniał sobie o mnie ? - przerwałam jej.
-To może zacznijmy od tego, że on o tobie nigdy nie zapomniał! -wykrzyknęła wściekła matka.
-Tak, tak ... Oczywiście..Nieważne. No i czego chciał?
-Chciał, żebyś wraz z Markusem poleciała do niego do Londynu.- powiedziała spokojnie.
-Nie ma mowy.. - odparłam.
-Ale dlaczego?
-Bo po pierwsze nienawidzę tego miasta , a po drugie nienawidzę ojca.
-Może chociaż się zastanów, co?
-A czemu tobie tak na tym zależy?  Ah..no tak przepraszam. Mnie nie będzie, Markusa też nie i będziesz miała mnóstwo czasu dla tego swojego Roba.
-Emy, to nie tak ..
-Nie mów tak na mnie! A jak to jest? No jak? Jestem komuś potrzebna? Ty każdą swoją chwilę poświęcasz temu Robowi, ojciec mnie zostawił tylko przez Ciebe! - wykrzyczałam.
Mama podeszłą do mnie i mocno mnie przytuliła. Zrobiła to chyba pierwszy raz odkąd odszedł od nas ojciec. Nie wiem dlaczego, ale poczułam się lepiej. Nie odepchnęłam jej.
-Jeżeli chcesz Lana będzie mogła lecieć z wami.. Przemyśl to. Myślę, że to dobry pomysł.
-Dobra. - powiedziałam z obojętnością po czym ruszyłam w stronę schodów.
-Tak po za tym gdzie Markus? - zapytała moja mama.
-Nie wiem...- skłamałam.
Co prawda mój brat był już pełnoletni i mógł spożywać alkohol, jednak moja mama tego nie tolerowała. Postanowiłam pójść do ogrodu i skończyć to ich party, żeby nie było żadnej afery. Kiedy wyszłam na dwór panował tam porządek i nikogo nie było. Zdziwiona wróciłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi, położyłam się na podłogę, wyciągnęłam z szafki pamiętnik i zaczęłam przelewać swoje uczucia na papier. Po chwili jednak niespodziewanie zasnęłam, pomimo tego , że była dopiero 16.30.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jak?? Mam nadzieję, że się wam podoba :D To mój drugi blog. Poprzedni prowadziła moja koleżanka, tylko ja podsuwałam jej pomysły. Ona go już zakończyła, a ja zaczęłam podobny, trochę pozmieniałam, żeby nie był identyczny...
Na razie 4 kom. do następnego rozdziału, nie wliczając moich odp. na wasze pytania ;)

Bohaterowie xx


Lana Sparks.

17-latka, przyjaźni się z Emily oraz podkochuje się w jej bracie, Markus'ie. Kocha zespół One Direction.










Emily Trasscot.

Rówieśniczka Lany, traktuje ją jak siostrę. Mieszka z mamą i bratem, ojciec wyprowadził się. Jej brat, Markus, jest dla niej jedynym wsparciem.
Markus Trasscot.

19-latek. Pomagał Emily pozbierać się po wyprowadzce ojca. Czuje coś do Lany, ale nie daje po sobie tego poznać.