Rozdział 4
~Perspektywa Emily~
Obudziły mnie promienie słoneczne przedostające się do pokoju przez
otwarte okno. Nakryłam się cała kołdrą i próbowałam nadal zasnąć jednak
przypomniała mi się twarz chłopaka, która śniła mi się tej nocy. Miał
burzę loków, wielkie zielone oczy z ciemnozielonymi tęczówkami i
zniewalający uśmiech dzięki któremu ujawniały się jego piękne dołeczki w
polikach. Nie wiem kim on był, ale na samą myśl o nim szybciej biło
mi serce. To było wręcz dziwne, aż sama się siebie bałam. Moje rozmyślenia przerwali Lana i
Marcus, którzy wpadli do mojego pokoju niczym huragan. Widziałam jak ich
oczy były przepełnione szczęściem. Wiedziałam, że bardzo chcą jechać
do Londynu. A ja postanowiłam sobie, że nie chcę im tego psuć. -Wstawaj Ems, już po 12. Za pół godziny jedziemy do Krakowa. - powiedziała Lana.
Spojrzałam na zegarek i dopiero wtedy uświadomiłam sobie jak już jest późno.
-Miałaś mnie obudzić o 8.00 . - mówiłam szybko wstając z łóżka.
-No tak... Ale o tej godzinie to ja sama spałam, a później chyba ze 56448104083 razy układałam fryzurę - powiedziała.
Zaczęliśmy się śmiać.
No dobra. To ty się tutaj szykuj, a my idziemy na dół. - powiedział Markus po czym wziął moje dwa niewielkie bagaże i wyszedł. Lana została jeszcze chwilę i powiedziała:
-Ekhm... Emy? Ubierz się dzisiaj wyjątkowo, dobrze? Chcę, żebyśmy sprawiły jak najlepsze wrażenie na twoim ojcu. - powiedziała cicho Lana.
-Skoro to dla Ciebie takie ważne, to nie założę dziś dresów i postaram się zrobić na bóstwo- powiedziałam wzdychając - w miarę możliwości - mruknęłam pod nosem.
-Słyszałam! - krzyknęła Lana.
Zaśmiałyśmy się obie, a moja przyjaciółka zeszła na dół.
Przeciągnęłam się , podeszłam do komody i wyciągnęłam najładniejsze ciuchy jakie miałam. Poszłam do łazienki się ubrać. Przeklęłam w duchu Lanę. Nigdy więcej nie założę na siebie tak masakrycznie idealnie opinających ubrań! Włosy zaczesałam tak, jak uczyła mnie ciocia . Kiedy wróciłam do pokoju chwyciłam za torebkę. Włożyłam do niej telefon, mp4, portfel, klucze, swoją i gotowa zeszłam na dół. Kiedy weszłam do kuchni, Lana stała wtulona w Markus`a. Znowu poczułam się trochę niezręcznie. Kiedy mnie zobaczyli odskoczyli od siebie i patrzyli na mnie wystraszeni. Po chwili zaczęli się mi tłumaczyć.
-Przestańcie! Czemu wy się przede mną kryjecie? Przecież ja się cieszę, że ze sobą jesteście.
Zakochańce odetchnęli z ulgą.
-No dobra. Chodźmy już. - powiedziała Lana.
Markus chwycił nasze bagaże i obydwoje wyszli z domu.
Rozejrzałam się ostatni raz po kuchni, uśmiechnęłam się sama do siebie i wyszłam z domu. W drodze do Krakowa panowała cisza. Markus siedział obok mnie i grał na telefonie, Lana siedziała z przodu i czytała moją książkę, a ja słuchałam muzyki. Miałam puszczone: Forever Young tego zespołu, który uwielbia Lana. Nie miałam na ich temat zdania, a jedynie ta piosenka w ich wykonaniu mi się podobała. Moja przyjaciółka tego nie wiedziała, bo gadałaby o nich jeszcze więcej. Kiedy przejeżdżaliśmy przez lasy wiatr wiał mi prosto w oczy co powodowało w nich łzy. Uwielbiałam tak robić, a szczególnie kiedy byłam mała. Kiedy dojechaliśmy do Krakowa była już godzina 18.30. Samolot mieliśmy o 19.00. Pożegnaliśmy się z wujaszkiem, a ja usiadłam na krześle obok Markus`a. Poczułam się senna. Oparłam się o jego ramię i zasnęłam.
-Emy, Ems! Wstawaj! Mamy samolot za 10 minut. - mówiła Lana.
Wsiedliśmy na pokład samolotu i zajęliśmy miejsca. To było dla nas wielkie przeżycie, ponieważ lecieliśmy pierwszy raz. Kiedy mieliśmy startować ścisnęłam rękę Markusa tak mocno, że krzyknął:
-Młoda, kurwa, zaraz mi ręka odpadnie! - i wybuchnął śmiechem.
On się nie bał... Zresztą on nigdy się niczego nie boi. Po chwili jednak ja także przestałam się bać. Puściłam jego rękę i też się uśmiechnęłam. Zaczęłam czytać książkę Lany, a ona i mój braciszek zasnęli wtuleni w siebie. Dalej nie dochodziło do mnie, że oni... Razem ... Ale trzeba się przyzwyczajać. Trzy godziny później byliśmy na miejscu. Obudziłam moje gołąbeczki, wzięliśmy swoje bagaże i ruszyliśmy w stronę terminalu. Na samą myśl, że zaraz zobaczę mojego ojca, robiło mi się słabo. Serce waliło mi tak mocno, że bałam się, że zaraz wyskoczy mi na wierzch. Cała się trzęsłam.
-Poczekajcie. - powiedziałam do parki.
-Co się dzieje? Zapomniałaś czegoś? - zapytał Markus.
-Nie... Chodzi o to, że ja nie wytrzymam. Ja nie dam rady spojrzeć mu w oczy, czy normalnie z nim porozmawiać. Nie po tym co zrobił... Nie po tym, jak nas zostawił! - mówiłam, po czym kucnęłam na ziemi i zakryłam twarz rękoma.
Lana podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła.
-Masz być silna rozumiesz?
-Ale ja nie potrafię...
-Potrafisz! No już chodź... Wstawaj . - mówiła podnosząc mnie. Wzięłam głęboki oddech, w rękę chwyciłam walizkę i ruszyłam naprzód.
Markus rozglądał się po lotnisku szukając naszego taty.
-Ooo! Tam jest! - krzyknął.
Miałam wrażenie, że upadam. Nie czułam nóg. Były jak z waty.
-Ems, jesteś gotowa na spotkanie z nim? - zapytała Lana.
Nie byłam w stanie nic powiedzieć, więc jedynie niepewnie pokiwałam twierdząco głową.
-No to chodźmy. - powiedział Mike.
-Marcus, Lana, Emy! - krzyknął do nas po czym podbiegł i mocno ich wyściskał .
Nawet na niego nie patrzyłam. Wzrok wbiłam w podłogę.
-Pamięta mnie pan... - uśmiechnęła się Lana.
-No pewnie, że tak łobuziaro. - odparł mój tata całując ją w policzek.
W końcu podszedł do mnie. Spojrzałam na niego i dopiero wtedy zobaczyłam jak się zmienił. Nie miał już takiego wielkiego brzucha, lepiej się ubierał i wyglądał jakoś młodziej. Kiedy przybliżył się do mnie i mnie przytulił poczułam się tak bezpiecznie jak kiedyś.
-Te same perfumy co kiedyś. - powiedziałam.
Kochałam je. Zawsze kojarzyły mi się z NIM. Z trudem opanowywałam łzy, które coraz bardziej napływały do moich oczu.Tata chciał chwycić moje bagaże jednak ja zaprzeczyłam.
-No tak ... zapomniałem, że kochasz zawsze wszystko robić sama.
-No, uwierz mi... Przez tak długi czas ja też bym zapomniała dużo rzeczy. - powiedziałam po czym chwyciłam bagaże i ruszyłam naprzód.
Nie chciałam być dla niego niemiła. Bo to przecież nie o to chodzi, ale ja po prostu nie potrafiłam inaczej.
-To gdzie pan nas zabiera? - próbowała podtrzymywać rozmowę Lana.
-Pierwszy miesiąc spędzimy w pewnym hotelu , a drugi w moim domu. Jednak ktoś będzie musiał zamieszkać z nami. - powiedział uśmiechając się zadziornie,
-Kto? - zapytał Marcus.
-Zobaczycie. - odparł puszczając oczko.
Kiedy byłam młodsza uwielbiałam jak to robił.
-Będziecie musieli poznać kilka osób, ale spokojnie. polubicie się. - dodał.
-Taa... Świetnie. Zapowiadają się beznadziejne wakacje w beznadziejnym mieście . - mruknęłam.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I już w następnym rozdziale coś zacznie się dziać :DDD
Lana i Markus <3 no zobaczymy zobaczymy, trochę się domyślam ale czekam na kolejny rozdział..:D
OdpowiedzUsuń