czwartek, 28 marca 2013

#3

Rozdział 3
~Perspektywa Emily~

Kiedy wyszłyśmy z salonu skierowałyśmy się do pokoju Lany. Skakałyśmy i piszczałyśmy ze szczęścia . Nie cieszyłam się za bardzo, że tam jadę, ale najważniejsze, że będę z Laną. Zaczęłyśmy ją pakować. Lana spojrzała na zegarek . Była już po 22.
-No dobra . Jeśli chcesz zdążyć się spakować, to powinnaś już iść. Sama musisz się jeszcze spakować. Ale pamiętaj! Jutro rano robię ci pobudkę o 8.00 ! - ostrzegła.
-Dobrze. - powiedziałam  po czym wyszłyśmy przed dom. 
Miałam już iść kiedy nagle zatrzymałam się, bo Lana pociągnęła mnie za rękaw. Odwróciłam się do niej, a ona mocno mnie przytuliła. Zdziwiło mnie to, bo rzadko okazywałyśmy sobie uczucia w taki sposób.
-Dziękuję ci. Wiesz, że właśnie spełniasz moje marzenia? - zapytała.
Moją odpowiedzią był uśmiech.
-Ja też bym chciała, żeby ktoś w końcu spełnił moje. - powiedziałam do siebie kiedy Lana wróciła do siebie. Spojrzałam w niebo ciężko westchnęłam i weszłam do domu. Od razu poszłam do pokoju Markus`a. Chłopak spał.
-Markus, wstawaj. Trzeba się spakować. - powiedziałam. 
Chłopak dalej spał.
-Markusie Monteskiuszu Trasscot'cie! Wstawaj! - Mój brat zawsze wybuchał złością, gdy używałam jego 2giego imienia. Dalej nic .
-Mam dla ciebie piwo.
Chłopak się przebudził.
-Gdzie masz to piwo?- spytał zdezorientowany, a ja wybuchnęłam gromkim śmiechem.
-Nie mam. Wstawaj trzeba się pakować.
Chłopak podszedł do szafy i wyciągnął z niej wielką torbę podróżniczą.Usiadłam na jego łóżku i zaczęłam rozglądać się po jego pokoju. Był dość czysty jak na pokój chłopaka.
-Marcus... - przerwałam długą ciszę.
-Tak?
-Muszę zadzwonić do naszego taty.. - powiedziałam wbijając wzrok w podłogę.
-I...? Jak nie masz kasy na koncie to Ci pożyczę swój telefon. - zaoferował się braciszek.
-I gówno, kurwa, jak Ty mnie czasem dobijasz. - powiedziałam robiąc Face Palm'a
-No to o co Ci chodzi?
-Na przykład nie chcę z Nim rozmawiać?
-Aaaaa, to daj telefon i ja zadzwonię. - wyszczerzył ząbki Marcus.
-Przecież masz swój. - dość często go nie rozumiałam, wiecie, taki wybryk natury z niego.
-Ale nie mam kasy na koncie. - powiedział i spuścił wzrok.
-Przecież chciałeś mi... Nieważne... - i tak bym nic nie osiągnęła próbując go jakoś zrozumieć.
Podałam mu grzecznie telefon i wróciłam do swojego pokoju. Cieszyłam się, że mam tak pomocnego brata. Tak naprawdę to był jedyny człowiek z mojej rodziny któremu na mnie zależało... tak mi się bynajmniej wydawało. Podeszłam do laptopa włączyłam: Imagine Dragons - It's Time. Uwielbiałam tą piosenkę. Kontynuowałam pakowanie się. Nagle do pokoju wpadł niczym huragan Markus. Jego oczy błyszczały szczęściem.
-I jak? - zapytałam z obojętnością w głosie.
-Tam będzie cudownie! - powiedział braciszek. -Tata zabiera nas do jakiegoś hotelu na miesiąc, a drugi miesiąc spędzimy w jego domu. Jutro przyjedzie po nas na lotnisko. 
Po tych słowach mnie zamurowało. Na samą myśl, że go zobaczę moje serce zaczęło bić szybciej.
-Chcesz tam jechać? - zapytał Markus.
-Nie. - powiedziałam stanowczo .
-Ale postaraj się być chociaż trochę miła dla ojca. - poprosił .
-Spróbuję. - powiedziałam.
-Dobra, idę. Jak coś będziesz chciała jestem,  u siebie . - powiedział po czym przybił mi żółwika i wyszedł.
Postanowiłam pójść się wykąpać. Wyciągnęłam z szafki  piżamę i poszłam do łazienki . Kiedy leżałam w wannie obiecywałam sobie, że w Londynie nie wciągnę się w żaden romans, bo to bez sensu . Po co zaczynać coś co i tak ma się zaraz skończyć? Nie chcę potem płakać. Kiedy wyszłam z wanny założyłam na siebie wcześniej przygotowane ciuchy, opatuliłam się szczelnie szlafrokiem i zeszłam na dół do kuchni. Usłyszałam z salonu głosy mamy i tego jej.. Roba. Nie chciałam ich widzieć, ale musiałam porozmawiać z mamą o wyjeździe.
-E... Ja jutro wyjeżdżam. - powiedziałam.
-Oo... Jednak się zdecydowałaś ?
-Tak. I teraz już będziesz miała kupę czasu dla tego pana. - powiedziałam wychylając się zza niej i perfidnie się do niego uśmiechając.
-Przestań... Nie mów tak. Zawołaj lepiej brata.
Chłopak akurat schodził po schodach.
-Markus. Chodź tu.
Chłopak po chwili stał obok mnie.
-Marcus, opiekuj się nią.
-Sama potrafię o siebie zadbać.
-Dobrze mamo. - przerwał mi Mike.
-No to już się nie zobaczymy, bo jutro wyjeżdżam na szkolenie do Warszawy. No więc chodźcie tutaj do mnie. Kocham was. - powiedziała po czym  przytuliła Marcusa . To samo chciała zrobić ze mną, jednak ja odsunęłam się od niej i poszłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz, zgasiłam światło,  i poszłam na balkon. Patrzyłam w gwiazdy. Na słuchawkach puściłam: GrubSon - Na szczycie. Po moim poliku zaczęły spływać łzy. Nie potrafiłam na tym świecie znaleźć sobie miejsca. To, że chodzę uśmiechnięta nie znaczy, że tak naprawdę wszystko jest w porządku. Chciałabym odnaleźć poczucie bezpieczeństwa. Miałam słaby charakter. Denerwowało mnie to, że zawsze tak szybko się poddaję. Płakałam coraz bardziej .
-Chciałabym w końcu zacząć jakoś normalnie żyć. Mieć dobry kontakt z tatą. Czy to tak wiele? Spotkać chłopaka, który będzie mnie kochał za to jaka jestem. Może dopiero na szczycie się spotkamy... - powiedziałam po cichu. Znowu spojrzałam w niebo. Nagle pojawiła się spadająca gwiazdka. Uśmiechnęłam się smutno do siebie, wróciłam do pokoju, położyłam się na łóżko i momentalnie zasnęłam.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że tak nudno, ale muszę najpierw Was wprowadzić do tych ciekawszych momentów.
Postanowiłam, że rozdziały będę dodawała co 2 dni, zaczynając od dziś. Miło by było zobaczyć jednak jakieś komentarze...

4 komentarze:

  1. uwielbiam, uwielbiam i czekam na nexta!♥

    OdpowiedzUsuń
  2. zajebisty! czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Imagine Dragon !
    Iiiikk <3
    Uwielbiam ich ! Pierwsza piosenka którą usłyszałam było właśnie It's time !
    Radioactive albo Bleeding Out ! Są zajebiste.
    Pozdrowiam

    OdpowiedzUsuń