poniedziałek, 1 kwietnia 2013

#5

Rozdział 5 

~Perspektywa Emily~

Kiedy przejeżdżaliśmy przez centrum zmieniłam zdanie co do tego miejsca. Londyn nocą jest naprawdę piękny. London Eye, Tower Bridge, Big Ben... To wszystko nocą było takie piękne. Zaniemówiłam z wrażenia. Jechaliśmy przez godzinę.
-No to wysiadamy. - powiedział tata.
Hotel  był naprawdę duży. Prowadziły do niego szerokie schody. Był pomalowany na pomarańczowo. Stała przed nim wielka fontanna, a po bokach stało mnóstwo ławek nad którymi świeciły latarnie. Hotel był położony niedaleko lasu. Otaczały go łąki. Było naprawdę uroczo. Wzięliśmy swoje walizki i weszliśmy do środka. Było tam tak samo ładnie jak na zewnątrz. Nieduża recepcja, przyjemne kolory, piękne obrazy, było w nim bardzo nowocześnie.
-Natalie, poproszę karty do pokojów 217, 311 i 312. - powiedział mój tata.
Recepcjonistka wykonała jego polecenie. Z uwagą przyglądała się mi, Marcus'owi i Lanie.
-To twoje dzieci? - zapytała po chwili.
-Ta dwójka tak, a to jest przyjaciółka Lany. - powiedział mój ojciec.
-I moja dziewczyna. - dodał Marcus.
-Tego nie wiedziałem.  - powiedział zdziwiony.
-Bo wiesz? Tak się jakoś składa, że ty w ogóle jakoś mało o nas wiesz. - odparłam po czym wyrwałam mu z ręki kartę do pokoju 217, chwyciłam swoje dwie walizki i nie patrząc na nikogo ruszyłam w stronę windy.
Przechadzałam się po korytarzu, kiedy nagle poczułam, że ktoś na mnie wpada. Spojrzałam na tego kogoś ze wściekłością.
-No i co się gapisz? - zapytałam.
Chłopak nic nie powiedział.
-Nic nie powiesz?
Chłopak dalej jedynie się na mnie gapił.
-Nie no... Ty po prostu jesteś bezczelny! - wykrzyczałam mu w twarz.
-Ja? To ty tutaj łazisz jak sierota. 
Patrzyłam na niego z jeszcze większą złością. Czułam, że zaraz wybuchnę jak wulkan.
-Ja łażę jak sierota? No ja cię przepraszam bardzo... Jeżeli widzisz człowieka, który idzie sobie spokojnie po korytarzu, zamyślonego, to chyba zamiast z całej siły w niego uderzać, lepiej jest go grzecznie ominąć i pójść sobie dalej, tak? Nie dość, że na mnie wpadasz, przewracasz mnie, to jeszcze zarzucasz mi, że to JA chodzę jak sierota! Pomyśl o sobie! Taki z Ciebie dżentelmen?! Najlepiej staranować ludzi, niż ich ominąć, prawda? Kretyn a nie dżentelmen! Wyobraź sobie, że dziewczyna też dużo potrafi. - mówiąc to wylałam mu kawę, którą trzymał w ręku, na białą bluzkę- Wiesz co? Nie chce mi się z tobą gadać, więc pozwól, że pójdę sobie w swoją stronę i nie będę ci więcej włazić pod nogi! - wykrzyczałam. Byłam bardzo usatysfakcjonowana jego miną.
Chłopak patrzył na mnie zszokowany. Widocznie nie spodziewał się we mnie takiego wybuchu. Chwyciłam w ręce walizki, ostatni raz na niego spojrzałam i wyminęłam. W końcu znalazłam pokój z numerem 217, otworzyłam go kartą i do niego weszłam. Jego widok poprawił mi humor. Był piękny. Ściany koloru łososiowego, dwa łóżka sypialniane, duże lustro, telewizor, kanapa, stół i krzesła. W rogu tego ogromnego pokoju były drzwi do łazienki. A na drugim jego końcu duże drzwi balkonowe. Kiedy wyszłam nie spodziewałam się takich krajobrazów. Wielki basen, leżaki do opalania się, pawilony pod którymi stały stoły i ławki, plac zabaw dla dzieci oraz miejsce do zrobienia ogniska. Każdy mógł by tutaj znaleźć coś dla siebie. Nagle spojrzałam pięciu chłopaków siedzących pod pawilonem. Dwóch siedziało na jednej ławce z twarzami odwróconymi w moją stronę, a trójka siedziała na drugiej ławce z plecami odwróconymi do mnie. Nagle uroczy blondyn,  który cały czas coś jadł pokazał palcem na mnie i chłopak siedzący tyłem odwrócił się i spojrzał na mnie. Był to ten sam chłopak, który wpadł na mnie przed chwilą na korytarzu. Nieśmiało na niego spojrzałam, zamknęłam drzwi i wróciłam do pokoju. Kiedy już ochłonęłam po tym niemiłym incydencie to zrobiło mi się trochę głupio. Przecież mogłam po prostu bez słowa go wyminąć i pójść dalej. Nie jestem raczej osobą impulsywną, wręcz przeciwnie. Jestem nieśmiała, ale po prostu miałam tego dnia zły humor, a po za tym poniosło mnie. Kiedy ponownie wyobraziłam sobie twarz tego chłopaka doszło do mnie, że to ten sam, który śnił mi się ubiegłej nocy. Nie rozumiałam dlaczego on? Przecież chyba nie jest nikim sławnym, rozpoznałabym go. Moje rozmyślenia przerwali Lana, Marcus i mój tata, którzy wparowali do mojego pokoju.
-Tu jest cudownie ! - krzyknęła Lana.
-Idealnie. - dodał Mike.
-Nina , a tobie się podoba ? - zapytał mój tata .
- Powiedzmy. - skłamałam z obojętnością w głosie.
Tak naprawdę bardzo mi się tu podobało , ale nie chciałam dać mu tej satysfakcji.
-No dobra. To wyśpijcie się. Do jutra. - powiedział mój tata po czym wraz z Marcusem wyszli z naszego pokoju. Lana zaczęła się rozpakowywać. Wiedziałam, że jest na mnie obrażona.
-Nie bądź zła. - prosiłam.
-Ems, ja nie chcę wtrącać się w wasze rodzinne sprawy, ale mogłabyś być dla swojego taty miła. On cię kocha.
-No i ja go też... Ale to musi trochę potrwać zanim mu wybaczę. - powiedziałam.
Semily poszła do łazienki się umyć. Ja natomiast byłam tak zmęczona, że nie miałam na to siły. Położyłam się wykończona na łóżko i gapiłam się w sufit. Myślałam o tym chłopaku i o tym jak go potraktowałam. Miałam teraz lekkie wyrzuty sumienia, ale przecież to jego wina, on na mnie wpadł. Nagle wróciła Lana i położyła się obok mnie.
-O czym myślisz?
-O niczym ważnym. - odparłam.
-Tak, tak. No dobra nie chcesz mówić to nie. Co jutro robimy?
-Ja bym chciała zwiedzić Londyn.
-Noo... Widzę , że się przekonałaś. - powiedziała dumnie Lana
-Tu jest pięknie. No dobra ... Nie mam siły gadać. Dobranoc. - powiedziałam po czym odwróciłam się do niej plecami i zasnęłam.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ale pocisnęłam Harremu w tym rozdziale xDDDD A tu łapcie ode mnie: Swag Masta From Doncasta
xDDDD (tłumaczenie: Mistrz Lansu z Doncaster) I odpowiadam na wszelkie pytania: Taak, to jest młody Louis!!!  <33333333 Link

1 komentarz: