niedziela, 14 kwietnia 2013

#10

Rozdział 1O

~Perspektywa Emily~

Obudziło mnie pukanie do drzwi. Spojrzałam na zegarek. Była już 12. 25. Podeszłam do drzwi i je otworzyłam. Była to Maya z wielkim, wiklinowym koszem.
-Dzień dobry śpiochu.
-Dobry, dobry, wejdź.
-Ubieraj się i jedziemy.
-Co? Gdzie?
-Chłopcy wymyślili sobie, że pojedziemy rowerami w centrum Londynu, żebyście w końcu mogły zwiedzić miasto .
Patrzyłam na nią zdziwiona .
-No wiesz, ja się bardzo cieszę, że ktoś o mnie pomyślał ... Ale rowerami? 100 km ?
-Oj nie marudź tylko idź się ubieraj, a ja tutaj posprzątam.
-A tak w ogóle, kiedy zrobiłaś końcówki?- zapytałam.
-Spostrzegawcza to Ty nie jesteś... Już wczoraj po południu je miałam. - zaczęła się śmiać.
Zrezygnowana podeszłam do szafki. Wyciągnęłam ciuchy i poszłam do łazienki zrobić poranną toaletę . Ubrałam się, umyłam zęby i wróciłam do pokoju. Byłam bardzo głodna.
-Maya, daj mi coś z tego koszyka. - poprosiłam.
Maya podała mi pyszną, zdrową kanapkę. Chwyciłam torbę, spakowałam do niej najpotrzebniejsze rzeczy, zamknęłam drzwi i wyszłyśmy.
-Ems, odpowiedz mi na jedno pytanie: Gdzie ty wczoraj byłaś?
Zakłopotałam się.
-Ja? Ja... Ja byłam na spacerze... z Harrym.
-Z Harrym? A nie z twoim jedynym, najukochańszym Harrym?
Zaczęłam się śmiać.
-Nic mnie z nim nie łączy.
-No oczywiście, oczywiście. Dalej sobie wmawiaj, że nic do niego nie czujesz. 
Nagle znalazłyśmy się na tyłach hotelu. Wszyscy już na nas czekali.
-Cześć. - powiedziałam uprzejmie.
-Cześć, cześć. No nareszcie jesteście. - powiedział Zayn.
Wsiedliśmy na rowery i ruszyliśmy w drogę. Jechaliśmy gęsiego. Jechałam pomiędzy Harrym, a Nicole. Po 30 minutach zrobiliśmy sobie postój na jakimś niewielkim parkingu. Maya zaczęła "karmić nas" pysznościami ze swojego koszyka. Okazał się on bardzo przydatny.
-Mayu , normalnie kocham cię za to jedzenie - powiedział najwyraźniej głodny Niall.
Zaczęliśmy się śmiać. Kiedy cały koszyk został już opróżniony ruszyliśmy w drogę. Jechaliśmy przez kolejne pół godziny kiedy nareszcie znaleźliśmy się w samym centrum Londynu. Postanowiliśmy pójść coś zjeść do Nando's.
-No to uwaga... Niall jest w swoim żywiole - powiedział Harry.
Na początku nie rozumiałam o co tak naprawdę mu chodzi. Patrzyłam na Nialla ze zdziwieniem. Jednak kiedy weszliśmy do środka wszystko zrozumiałam.
-Cześć wszystkim!- krzyknął Niall na powitanie.
Zachowywał się tak jakby znali się ze sprzedawcami od dawna. 
-To co zwykle? - zapytała dziewczyna zza lady.
-Tak jest - powiedział Horan.
-Niall jest tutaj stałym klientem - wytłumaczył Harry.
Usiedliśmy przy stoliku. Każdy z nas (oprócz Niall`a)  zamówił po hamburgerze. Kiedy w końcu podano nam nasze zamówienie byłam wręcz zszokowana zamówieniem Niall`a. Trzy hamburgery, frytki, nuggets'y i  cola.
-Niall? Ty to zjesz? -zapytałam.
-No a co mam z tym zrobić? Takie dobre żarełko nie może się zmarnować.
Zaczęłam się śmiać. Wszyscy jedliśmy z wielkim apetytem oprócz Marcus`a . Widziałam, że coś jest nie tak.
-Marcus, co się dzieje? - zapytałam dyskretnie w drodze na  Big Ben.
-Nic się nie dzieje.
-Marcus, jestem twoją siostrą i znam cię na wylot, więc błagam, nie kłam.
-Chodzi o Lanę. Ona całą uwagę poświęca Liamowi. Lubię tych chłopaków, oni są naprawdę fajni, ale to nie jest miłe kiedy twoja dziewczyna TAK patrzy na twojego kumpla.
Nie chciałam, żeby Marcus był zraniony. To w końcu mój brat. Kocham go.
-Marcus, ja znam Lanę. Ona nie potrafiłaby być z kimś kogo nie kocha. - próbowałam go pocieszyć.
Tak naprawdę to sama nie wierzyłam w to co mówię. Kiedy dojechaliśmy pod Big Ben byłam w szoku.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Buahahahahaha, jestem zua! Potrzymam Was w napięciu xD  A tak w ogóle w rekompensatę dam wam na raz 2 rozdziały.

1 komentarz: