Rozdział 7 i
~Per spektywa Emily~
-216. - odpowiedziała Nicole.
-Czyli obok nas. My w 217 - powiedziałam.
Kiedy dojechałyśmy już na pierwsze piętro wysiedliśmy z windy i weszłyśmy do swoich pokoi. Wzięłyśmy koc, pieniądze, telefony i wyszłyśmy. Coraz bardziej zaczynało mi się tu podobać. Kiedy wychodziłyśmy z hotelu miałam tylko nadzieję, że nie wpadnę na tego chłopaka. Było mi głupio, chciałabym go przeprosić za wczoraj, ale niestety nie potrafiłam, moja nieśmiałość nie dawała za wygraną. Szkoda tylko, że taka nieśmiała to ja wczoraj nie byłam. Moje rozmyślenia przerwała Maya.
-Ona często się tak zawiesza? - zapytała.
-I to jak. - odparła Lana.
Zaczęłyśmy się śmiać.
-No to gdzie idziemy? - zapytałam.
-Zobaczycie. Zaufajcie mi. - powiedziała Nicole.
Kiedy minęłyśmy łąki zaczęłyśmy przedzierać się przez jakieś krzaki. Szłam ostatnia i cały czas dostawałam gałęziami po twarzy.
-Cholera, daleko jeszcze? - zapytałam poddenerwowana.
-Jeszcze trochę , marudo. - powiedziała Maya.
-Też byś była marudna, gdybyś co chwila dostawała tymi pieprzonymi gałęziami w twarz.
Kiedy weszłyśmy pod górkę znalazłyśmy się nad jakimś wodospadem , który otaczał gęsty las.
-Wooow. Jak tu pięknie! - krzyknęła Lana.
-Mówiłam, żebyście mi zaufały. - powiedziała Nicole.
Rozłożyłyśmy koc, usiadłyśmy na nim i zaczęłyśmy wypakowywać z wielkiego, wiklinowego kosza jedzenie. Zapanowała cisza. Nie była ona krępująca. Po prostu napawałyśmy się świeżym powietrzem i wsłuchiwałyśmy się w przyjemny dla ucha dźwięk płynącej wody w rzeczce.
-Znacie taki zespół jak One Direction? - przerwała ciszę Maya.
Ciężko westchnęłam.
-No oczywiście! Kocham ten zespół ... - powiedziała zachwycona Lana. - Ems za nimi nie przepada.
-Oni są cudowni! - powiedziała Nicole.
Dziewczyny zaczęły oglądać ich zdjęcia. Kątem oka spojrzałam na jedno z nich jednak po chwili od razu odwróciłam wzrok. Kiedy spojrzałam jeszcze raz gwałtownie wyrwałam Mayi telefon z ręki i zaczęłam z uwagą przyglądać się chłopakowi z burzą loków. I w tej chwili coś zrozumiałam ... No tak .. Mądra to ja jestem po czasie. Ten chłopak na którego wczoraj wpadłam to był jeden z nich. Jak ja mogłam go nie poznać, przecież ściany w pokoju Lany są przepełnione ich plakatami.
-Emy, co ci jest? - zapytała Nicole.
-Ja ich wczoraj widziałam! - prawie krzyknęłam.
Dziewczyny patrzyły na mnie z miną typu: WTF?, a po chwili zaczęły się śmiać.
-Ja nie żartuje! Naprawdę, wczoraj wpadłam na tego, no! - powiedziałam pokazując na zielonookiego chłopaka.
-To niemożliwe... Przecież mój tata by mi o tym powiedział. On wie jak ja ich kocham. - mówiła Nicole.
Znowu zapanowała cisza. Wiedziałam, że każda z nas myśli teraz nad tym co powiedziałam. Po chwili jednak zapomniałyśmy o tym i zaczęłyśmy się wygłupiać. Z godziny na godzinę zaprzyjaźniałyśmy się z dziewczynami coraz bardziej. Okazały się naprawdę fajnie. Jednak przyjazd tutaj to był bardzo dobry pomysł. Nim się zorientowałyśmy była już 21.00 i słońce powoli chowało się za horyzontem.
-Wracajmy już. - powiedziałam.
W drodze powrotnej znowu dostawałam gałęziami. 20 minut później byliśmy już w hotelu, kiedy poszliśmy na ich tyły na leżakach leżeli "James" oraz mój tata popijając drinki .
-O, nasze dziewczyny . - powiedział mój tata.
-Jak się bawiłyście? - zapytał James.
-Bardzo dobrze, dziewczyny są bardzo fajne - powiedziała Maya.
-Cieszę się, że się zaprzyjaźniłyście. No dobra, co powiecie na ognisko powitalne dla dziewczyn i Marcus'a?- zapytał mój tata - A tak po za tym musimy wam kogoś przedstawi .. -dodał uśmiechając się znacząco do Jamesa .
-A tak po za tym ... Gdzie Marcus? - zapytałam .
-Poznał kilku chłopaków i gdzieś poszli. - powiedział James .
Po chwili zaczęliśmy rozpalać ognisko. Robiło się chłodno, więc poszłyśmy do swoich pokoi cieplej się ubrać . Ubrałam się cieplej, a gdy Lana była już gotowa, zamknęłam drzwi na kartę, schowałam ją do kieszeni i zeszłyśmy na dwór. Siedzieli tam jacyś obcy ludzie . Mój tata , James i dziewczyny przynosili z hotelu jedzenie, ja natomiast bujałam się na huśtawce. Po chwili dziewczyny przyszły do mnie, usiadły na ziemi i zaczęłyśmy rozmawia. Nagle z hotelu wyszedł mój tata, a za nim szło TYCH pięciu chłopaków i Markus. Patrzyłam na nich z lekko otwartą buzią.
-Weźcie się odwróćcie. - powiedziałam do dziewczyn.
Najpierw patrzyły na mnie zdziwione, a po chwili niepewnie się odwróciły. Dziewczyny patrzyły na nich jakby zobaczyły coś co nie istnieje.
-Cześć. - powiedział blondyn.
-Zaraz, zaraz .. Wy ... Przecież wy ... - dukała Lana.
-Tak, jesteśmy One Direction . - powiedział mulat.
-Co wy tu robicie? - zapytała zszokowana Nicole.
-NIESPODZIANKA! - krzyknął James .
-Ja i twój tata jesteśmy ich managerami. - powiedział mój ojciec.
I wtedy coś zrozumiałam ... Ojciec zostawił nas po to , żeby zająć się nimi ... To bolało. Bardzo. Przez to już na starcie ich znienawidziłam.
-To może my się przedstawimy... Jestem Harry, a to Lou , Niall, Zayn i Liam.
-Co prawda wiemy kim jesteście, ale jeżeli lubicie się przedstawiać to rozumiem. Jestem Maya, a to Lana, Nicole i Ems. - mówiła.
-Dla Was Emily- powiedziałam wrogo.
-A my się już chyba znamy ... - wychylił się Harry patrząc na mnie.
Nic nie powiedziałam, jedynie spojrzałam na niego z nienawiścią. Znowu zaczęłam się bujać . Była już 23.00. Dziewczyny siedziały i wygłupiały się z chłopakami. Niall grał nam na gitarze. Zmieniłam zdanie co do nich. Oni mają wielkie talent. Zyskali mój szacunek. Wydawali się naprawdę fajni, jednak nie mogłam pozbyć się myśli, że to oni odebrali mi tatę. W sumie to było dziwne... Spędzić całe dwa miesiące z niejakim: ONE DIRECTION.
-Emily, nie nudzi ci się na tej huśtawce? - zapytał Liam.
Postanowiłam, że mimo wszystko postaram się z nimi zaprzyjaźnić.
Szeroko się uśmiechnęłam i pokiwałam przecząco głową. Siedziałam i jadłam kiełbaskę kiedy nagle przyszedł Harry. Usiadł na huśtawce obok mnie i zaczął się bujać.
-Dziwne... Dzisiaj nic nie mówisz, a wczoraj miałaś taki potok słów jak na siebie wpadliśmy. - powiedział.
Spojrzałam na niego obojętnie.
-Coś jeszcze? - zapytałam.
-Nie. - odparł .
Przewróciłam oczami i usiadłam na ławce obok Nialla.
-Twój tata nam dużo o tobie opowiadał. - powiedział Zayn.
-Tak? A co mówił? - zapytałam.
-Same pozytywy.... A tak w ogóle to nieźle wczoraj dałaś popalić Harremu. No , ale wiesz co? Należało mu się. Takie to nie wychowane... - powiedział Louis .
Harry się zarumienił .
-Nieźle cię musiał wkurzyć. Wyglądasz na spokojną dziewczynę. - powiedział Liam.
-Bo taka jestem. - powiedziałam.
Z godziny na godzinę dogadywałyśmy się z chłopakami coraz lepiej.
-Co jutro robimy? - zapytał Niall.
-My? Razem? - zapytała Maya patrząc szeroko otwartymi oczami na Zayna.
Chłopak delikatnie się do niej uśmiechnął.
-Tak. Razem. - powiedział Malik.
-A co chcecie robić ? - zapytała Lana.
-Może, zabierzemy was w pewno miejsce. - powiedział Liam.
Chłopacy zaczęli tajemniczo się uśmiechał. Dochodziła już północ. Zaczęliśmy zbierać się do swoich pokoi. Kiedy się wykąpałam poszłam na balkon. Stałam i patrzyłam na księżyc w pełni. Nagle ktoś wyszedł na balkon, który znajdował się obok mojego.
-Nie oddam ci twoich marchewek, nie oddam ci twoich marchewek - mówił .
Kiedy spojrzał na mnie zrozumiałam , że to Harry. Zarumienił się i wrzucił marchewki do pokoju przez co uderzył Louis`a.
-Jeszcze ciebie tu brakowało - powiedziałam po cichu po czym chciałam wejść do pokoju.
-Czekaj, Emily ...
-Nie. - powiedziałam po czym weszłam do środka .
Nagle z łazienki wyszła Lana.
-Co ci? - zapytała.
-Nic! - powiedziałam zła kładąc się do łóżka.
-Mów .
-Wkurza mnie ten cały HARRY . - powiedziałam.
-Wkurza? Bo ja tutaj wyczuwam chemię. - powiedziała.
Patrzyłam na nią zdenerwowana.
-Wiesz co? Nie gadaj głupot... Nie ważne. Jak tam wrażenia? W końcu zobaczyłaś to swoje One Direction.
-Oni są cudowni.
-Masz rację, są fajni.- powiedziałam.
-Zmieniasz się... Na lepsze . - odparła.
Uśmiechnęłam się do niej, odwróciłam plecami, zgasiłam światło i zasnęłam.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jak się podoba? W końcu wprowadziłam One Direction : D
W końcu coś się dzieję :D Jaram się :D
OdpowiedzUsuń