Na czas nieokreślony zawieszam bloga. Niestety, jakoś nie mam na niego pomysłów. Jest on zupełnie nie w moim stylu. Założyłam nowego, takiego, którego pisze całkowicie od serca, wydaje mi się być o wiele lepszy niż ten.
Dwie zwariowane nastolatki przez pracę rodziców często zmieniają miejsce zamieszkana. W ich życiu wydarzyło się coś, co zmieniło ich życie. W dodatku poznają pięciu wyjątkowych, nierozgarniętych chłopców. Czy przyjaźń przerodzi się w miłość? Czy poradzą sobie z tym, co się wydarzyło? I jeszcze, jak zareagują na dalsze wieści o swoich rodzicach? To wszystko będziecie mogli przeczytać właśnie TU!: http://summer-love-xx.blogspot.com/
czwartek, 18 kwietnia 2013
niedziela, 14 kwietnia 2013
#11
Rozdział 11
~Perspektywa Emily~
-Boże, jak tu jest pięknie! - krzyknęłam, po czym od razu zabrałam się do robienia zdjęć.
Miło będzie sobie powspominać te miłe wakacje, kiedy wrócę już do Polski. Chłopacy zaczęli brać dziewczyny na barana i biegli z nimi wokół jakiegoś słupa. Kiedy w końcu zwiedzanie Big Bena się nam znudziło, ruszyliśmy na Trafalgar Square. Tam do chłopców podbiegło kilka fanek i poprosiło o kilka zdjęć. Stanęłyśmy z boku i grzecznie czekałyśmy, aż do nas wrócą . Po chwili jednak doczekałyśmy się i ruszyliśmy do Centrum Handlowego. Chłopacy zabrali nas chyba do najdroższego sklepu. Pomagałyśmy im w wybieraniu ciuchów.
-Wiecie co? Mam pewien pomysł . Wy wybieracie ciuchy nam, a my wam. - zaproponował Zayn.
Zgodziliśmy się i zaczęliśmy biegać po sklepie jak opętani. Najpierw pierwsi do przymierzalni weszli chłopacy. Kiedy z niej wyszli wybuchnęłyśmy śmiechem na widok Louis`a i Harrego.
-Bądźcie trochę ciszej! - poprosiła sprzedawczyni, która widocznie traciła już cierpliwość.
-Przepraszam. - powiedziałam za wszystkich.
Loui miał na sobie czarny kombinezon w żółte gwiazdki i kalosze, Harry strój golfisty, a reszta wyglądała całkiem przyzwoicie.
-No to teraz wy! - powiedział Harry przebrany już w swoje ciuchy.
Chłopcy rzucili w nas ubraniami i wepchnęli do przymierzalni.
Harry wybrał mi strój zupełnie nie w moim stylu, lecz mimo to podobałam się sobie w tych ciuchach.
-Ma chłopak gust - pomyślałam.
Kiedy wyszłyśmy chłopcy najwyraźniej byli w szoku, bo jedynie patrzyli na nas z lekko otwartymi ustami.
Spojrzałam na dziewczyny. Wyglądały wręcz idealnie. (Nicole, Maya, Lana). Przebrałyśmy się z powrotem w swoje ciuchy i wyszłyśmy ze sklepu. Czekaliśmy przed nim na chłopaków. Po chwili wybiegli z wielkimi torbami. Wręczyli nam je. Były tam ciuchy, które przymierzałyśmy przed chwilą.
-Oszaleliście! - krzyknęła Lana.
-Być może, ale wyglądacie w tych sukienkach rewelacyjnie - powiedział Lou, który z uwagą przyglądał się Nicole.
Podziękowaliśmy im i ruszyliśmy na London Eye. Była tam niesamowicie długa kolejka. Chłopcy ją zajęli, a my poszłyśmy kupić im lody. Kiedy wróciłyśmy byli atakowani przez fanki. Stałyśmy z boku i wszystkiemu z uwagą się przyglądałyśmy.
-Wiecie co? Ja im współczuję. Co z tego, że mają dużo pieniędzy, jak nie mają ani trochę prywatności. - powiedziała Maya.
-Ja bym nie potrafiła tak żyć. - dodałam.
Kiedy w końcu fanki odpuściły podeszłyśmy do chłopaków i wręczyłyśmy im lody. Kiedy zjedliśmy była akurat nasza kolej do London Eye. Wsiedliśmy i koło zaczęło się kręcić. Siedziałam pomiędzy Niall`em , a Markus`em. Nicole ciągle patrzyła w dół za co naprawdę ją podziwiałam. Kiedy byliśmy na samej górze ścisnęłam rękę Marcus'a tak mocno, że chłopak zrobił się czerwony na twarzy.
-Ja wysiadam, ja wysiadam, ja stąd wysiadam, ja chcę żyć! - krzyczałam. Kiedy już nareszcie wysiedliśmy niespodziewanie wtuliłam się w Marcus'a. Mój braciszek był rozbawiony, a mnie chciało się płakać. Harry spojrzał na zegarek.
-Wiecie co? Jest już 23.15. Wydaje mi się, że powinniśmy już wracać.
I tak też zrobiliśmy. Przez całą drogę panowała cisza. Wszyscy byliśmy za bardzo zmęczeni, żeby cokolwiek mówić. Godzinę później byliśmy w hotelu. Nie czułam nóg i zasypiałam na stojąco. Pożegnaliśmy się i Harry zaprowadził mnie do mojego pokoju. Otworzył kartą drzwi, a ja natychmiastowo położyłam się do łóżka. Odwróciłam się do niego plecami .
-To pa. - powiedział po czym wyszedł.
Do pokoju weszła Sem. Była tak samo wyczerpana jak ja. Położyła się obok mnie i obie zasnęłyśmy.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Może być? Mnie osobiście średnio się podoba, chyba muszę coś zrobić z Harry'm i Emily...
#10
Rozdział 1O
~Perspektywa Emily~
-Dzień dobry śpiochu.
-Dobry, dobry, wejdź.
-Ubieraj się i jedziemy.
-Co? Gdzie?
-Chłopcy wymyślili sobie, że pojedziemy rowerami w centrum Londynu, żebyście w końcu mogły zwiedzić miasto .
Patrzyłam na nią zdziwiona .
-No wiesz, ja się bardzo cieszę, że ktoś o mnie pomyślał ... Ale rowerami? 100 km ?
-Oj nie marudź tylko idź się ubieraj, a ja tutaj posprzątam.
-A tak w ogóle, kiedy zrobiłaś końcówki?- zapytałam.
-Spostrzegawcza to Ty nie jesteś... Już wczoraj po południu je miałam. - zaczęła się śmiać.
Zrezygnowana podeszłam do szafki. Wyciągnęłam ciuchy i poszłam do łazienki zrobić poranną toaletę . Ubrałam się, umyłam zęby i wróciłam do pokoju. Byłam bardzo głodna.
-Maya, daj mi coś z tego koszyka. - poprosiłam.
Maya podała mi pyszną, zdrową kanapkę. Chwyciłam torbę, spakowałam do niej najpotrzebniejsze rzeczy, zamknęłam drzwi i wyszłyśmy.
-Ems, odpowiedz mi na jedno pytanie: Gdzie ty wczoraj byłaś?
Zakłopotałam się.
-Ja? Ja... Ja byłam na spacerze... z Harrym.
-Z Harrym? A nie z twoim jedynym, najukochańszym Harrym?
Zaczęłam się śmiać.
-Nic mnie z nim nie łączy.
-No oczywiście, oczywiście. Dalej sobie wmawiaj, że nic do niego nie czujesz.
Nagle znalazłyśmy się na tyłach hotelu. Wszyscy już na nas czekali.
-Cześć. - powiedziałam uprzejmie.
-Cześć, cześć. No nareszcie jesteście. - powiedział Zayn.
Wsiedliśmy na rowery i ruszyliśmy w drogę. Jechaliśmy gęsiego. Jechałam pomiędzy Harrym, a Nicole. Po 30 minutach zrobiliśmy sobie postój na jakimś niewielkim parkingu. Maya zaczęła "karmić nas" pysznościami ze swojego koszyka. Okazał się on bardzo przydatny.
-Mayu , normalnie kocham cię za to jedzenie - powiedział najwyraźniej głodny Niall.
Zaczęliśmy się śmiać. Kiedy cały koszyk został już opróżniony ruszyliśmy w drogę. Jechaliśmy przez kolejne pół godziny kiedy nareszcie znaleźliśmy się w samym centrum Londynu. Postanowiliśmy pójść coś zjeść do Nando's.
-No to uwaga... Niall jest w swoim żywiole - powiedział Harry.
Na początku nie rozumiałam o co tak naprawdę mu chodzi. Patrzyłam na Nialla ze zdziwieniem. Jednak kiedy weszliśmy do środka wszystko zrozumiałam.
-Cześć wszystkim!- krzyknął Niall na powitanie.
Zachowywał się tak jakby znali się ze sprzedawcami od dawna.
-To co zwykle? - zapytała dziewczyna zza lady.
-Tak jest - powiedział Horan.
-Niall jest tutaj stałym klientem - wytłumaczył Harry.
Usiedliśmy przy stoliku. Każdy z nas (oprócz Niall`a) zamówił po hamburgerze. Kiedy w końcu podano nam nasze zamówienie byłam wręcz zszokowana zamówieniem Niall`a. Trzy hamburgery, frytki, nuggets'y i cola.
-Niall? Ty to zjesz? -zapytałam.
-No a co mam z tym zrobić? Takie dobre żarełko nie może się zmarnować.
Zaczęłam się śmiać. Wszyscy jedliśmy z wielkim apetytem oprócz Marcus`a . Widziałam, że coś jest nie tak.
-Marcus, co się dzieje? - zapytałam dyskretnie w drodze na Big Ben.
-Nic się nie dzieje.
-Marcus, jestem twoją siostrą i znam cię na wylot, więc błagam, nie kłam.
-Chodzi o Lanę. Ona całą uwagę poświęca Liamowi. Lubię tych chłopaków, oni są naprawdę fajni, ale to nie jest miłe kiedy twoja dziewczyna TAK patrzy na twojego kumpla.
Nie chciałam, żeby Marcus był zraniony. To w końcu mój brat. Kocham go.
-Marcus, ja znam Lanę. Ona nie potrafiłaby być z kimś kogo nie kocha. - próbowałam go pocieszyć.
Tak naprawdę to sama nie wierzyłam w to co mówię. Kiedy dojechaliśmy pod Big Ben byłam w szoku.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Buahahahahaha, jestem zua! Potrzymam Was w napięciu xD A tak w ogóle w rekompensatę dam wam na raz 2 rozdziały.
środa, 10 kwietnia 2013
#9
Rozdział 9
~Perspektywa Emily~
-Skąd masz mój numer? - zapytałam.
Harry się uśmiechnął.
-Od Markusa.
-No tak. Kochany braciszek. No to jak, gdzie idziemy?
-Pójdziemy na łąki.
Kiedy szliśmy panowała cisza. Była taka cudowna pogoda. W tle było słychać świerszcze. Nagle do Harrego zadzwonił telefon.
-Tak ? Cześć James. Emily jest ze mną. Na łąkach. Dobra, niedługo wrócimy. Tak wiem, wiem. - mówił.
Nagle dotarliśmy do jakiejś rzeki. Usiedliśmy na mostku i wpatrywaliśmy się w płynącą wodę. Panowała cisza. Nagle zerwał się chłodniejszy wiatr.
-Zimno ci?
-Nie..
-Naprawdę? Cała się trzęsiesz. Chcesz bluzę?
-Nie chcę.
-No wydaje mi się, że chcesz. - powiedział, po czym założy mi ją na ramiona, delikatnie mnie przy tym obejmując. Cała bluza była przesiąknięta zapachem jego ślicznych perfum.
-Dziękuje. - powiedziałam.
Harry spojrzał mi w oczy, jednak ja od razu odwróciłam wzrok.
-Jesteś zamknięta w sobie. Tak jakbyś przez coś cierpiała albo byłabyś zraniona.
Spuściłam głowę w dół. Nie wiedziałam, że aż tak to widać.
-No bo tak jest. Moi rodzice są rozwiedzeni, na pewno o tym wiesz. Ja wiem, to śmieszne,że dziewczyna, która ma 17 lat nie może pogodzić się z rozwodem rodziców. A z resztą ... Nieważne . Nie będę zawracać ci głowy swoimi problemami. Ledwo się znamy.
-Wiem co czujesz. Moi rodzice też są rozwiedzeni. - mówił po czym posmutniał.
-Wiesz co? Nie rozmawiajmy o tym.
Zapanowała cisza.
-Wierzysz w miłość? - zapytał Harry.
Zdziwiło mnie to pytanie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-Nie wiem. Kiedyś ktoś bardzo mnie zranił. To było 2 lata temu, zaczęłam się wtedy ciąć. Od tamtej pory z nikim nie byłam. A ty wierzysz?
-Wierzę. Wierzę, że kiedyś spotkam kogoś z kim będę mógł być już tak na zawsze.
Znowu zapanowała cisza.
-Harry , przepraszam.
-Za co? - zapytał zdziwiony.
-Za szybko cię oceniłam.
-Spokojnie. Nic się nie stało. - powiedział po czym położył się na moście.
Położyłam się obok niego i patrzyliśmy się w księżyc. To chyba była jedyna osoba , przy której mogłam być po prostu sobą. Zaczęłam go lubić. Nie widziałam w nim jednej piątej One Direction, widziałam w nim po prostu zwykłego chłopaka goniącego za własnymi marzeniami i mającego plany na przyszłość.
-Wiesz co? Myślę, że nie powinnaś kryć tego, że dalej cierpisz po rozstaniu rodziców.
-Dlaczego?
-Bo ja też z tego powodu cierpię. Jestem w podobnej sytuacji. 5 lat temu zmarł mój dziadek. To była jedyna osoba, na którą mogłem liczyć. Jego ostatnie słowa wypowiedziane do mnie to były: "Opiekuj się mamą. Kiedyś jeszcze ludzie pokochają cię za twój śpiew". - zacytował.
Po tych słowach po moim poliku spłynęła łza.
-Płaczesz? - zapytał Harry.
-Taka już jestem. - powiedziałam.
-Przepraszam, nie powinienem o tym mówić.
To było takie dziwne, a zarazem niezwykłe. Chłopak, którego nigdy wcześniej nie znałam okazał się kimś z kim potrafiłabym spędzać mnóstwo czasu i rozmawiać o wszystkim. On był inny niż ci wszyscy. Miał tak samo trudną przeszłość jak ja.
-Wracajmy już - powiedział.
W drodze powrotnej panowała cisza.
-Dziękuję za ten wieczór. - powiedział Harry kiedy staliśmy już pod moim pokojem.
-To ja dziękuję tobie. - odparłam, po czym przybiłam mu żółwika i wróciłam do pokoju.
~Perspektywa Harrego~
Byłem nią oczarowany. To taka krucha dziewczyna. Podobała mi się od początku, od momentu, kiedy wpadłem na nią na korytarzu. Kiedy wszedłem do pokoju mojego i Louis`a zorientowałem się, że Emy nie oddała mi mojej bluzy. Nagle ktoś zapukał do drzwi. To była właśnie ona.-To twoja bluza. - powiedziała.
-Dziękuję. - odparłem.
-Pójdę już. -powiedziała.
-Poczekaj, może pójdziemy do reszty i pooglądamy z nimi film? - zapytałem.
Zgodziła się. Kiedy weszliśmy do pokoju Zayna i Liama nie spodziewaliśmy się tego co tam zobaczyliśmy . Wszyscy już spali . Maya spała wtulona w Zayna, Nicole miała głowę położoną na kolanach Louis`a , a Lana spała wtulona w Marcus'a.
-To może jednak pójdę do swojego pokoju. - powiedziała Ems. Przykryła ich wszystkim kocami, zgasiła światło, wyłączyła telewizor i wyszliśmy. Kiedy siedziałem na balkonie wyobrażałem sobie związek z Emily. Nie potrafiłem przestać o niej myśleć. Było w niej coś niezwykłego... Coś co sprawiało , że robiła się najbardziej wyjątkową kobietą na świecie. Kiedy wróciłem do pokoju rzuciłem się wyczerpany na łóżko i zasnąłem.
niedziela, 7 kwietnia 2013
#8
Rozdział 8
~Perspektywa Emily~
-Co ty robisz? - zapytałam zaspana .
-Wstawaj już po 12.
Przetarłam oczy i wygramoliłam się z łóżka. Wyjrzałam przez okno. Cudowne, ciepłe klimaty.. Wyciągnęłam z szafki ciuchy poszłam do łazienki się umyć . Kiedy się ubrałam i wyszłam z łazienki Lany nie było już w pokoju. Chwyciłam kartę, telefon i wyszłam. Na tyłach hotelu Markus, Lana, Harry i Niall jedli śniadanie, a reszta kąpała się w basenie. Usiadłam obok Lany, naprzeciwko Harrego. Uniosłam wzrok i spojrzałam na niego. Chłopak czytał gazetę. Dopiero wtedy zauważyłam jaki on przystojny. Nagle podniósł wzrok i spojrzał mi w oczy.
-Mam cię. - powiedział uśmiechając się.
Kiedy zjedliśmy dołączyliśmy do reszty i zaczęliśmy się kąpać w basenie. Spokojnie sobie pływałam kiedy nagle ktoś pociągnął za rękę i zaczął topić. To był oczywiście Harry. W końcu udało mi się wydostać na powierzchnię, a wtedy zaczęłam się krztusić wodą. Zrobiło mi się ciemno przed oczami, zamroczyło mnie i to dość porządnie. Spojrzałam na niego wkurzona.
-Ty naprawdę jesteś nienormalny! Co Ty sobie wyobrażasz?! No tak, jestem gwiazdą i wszystko mi wolno! I tu się mylisz! - wykrzyczałam po czym wyszłam z wody, owinęłam się ręcznikiem i poszłam do naszego pokoju. Coraz bardziej zaczynałam nienawidzić tego człowieka. Denerwował mnie jak nikt inny. Poszłam do łazienki przebrać się w suche ciuchy . Ubrana już położyłam się na łóżku i zaczęłam oglądać film: "Trzy metry nad niebem". Nagle ktoś zapukał do drzwi. Byłam pewna, że to Lana albo inna z dziewczyn, więc bez zastanowienia otworzyłam drzwi. Jednak to nie była żadna z nich. To był Harry. Chciałam zamknąć mu drzwi jednak on był silniejszy ode mnie i bez pozwolenia wszedł do środka. Oparłam się o drzwi i stałam bez ruchu patrząc na niego.
-Czego chcesz? - zapytałam oschle.
-Czemu ty mnie tak nie lubisz?
-No wiesz... Najpierw przewracasz mnie na holu, potem topisz mnie w basenie... Zrobiłam ci coś złego, że za każdym razem próbujesz mnie zabić?
-Nie. - powiedział Harry po czym zaczął się śmiać. -Oj przestań, będziemy się tak nienawidzić do końca życia?
Patrzyłam na niego, po chwili delikatnie się uśmiechnęłam i podałam mu rękę na zgodę.
-Zapomnijmy o tym co było. Przepraszam, że wtedy cię przewróciłem.
-Nie szkodzi . To ja przepraszam , że tak na ciebie naskoczyłam.
Po chwili zeszliśmy na dół.
-Wow. To jakieś święto. Oni idą obok siebie i jedno nie wrzeszczy na drugie. - powiedział zszokowany Lou.
Zaczęliśmy się śmiać.
-Wiecie co? Chodźcie, idziemy, szkoda marnować taki piękny dzień. - powiedział Niall.
-Co? Ale gdzie? - zapytała Maya.
-Pospacerować po lesie i po łąkach. - powiedział Liam.
Kiedy szliśmy chłopcy zauważyli cztery taczki stojące niedaleko jakiejś budowli. Spojrzeli na siebie, a po chwili do nich podbiegli i kazali nam do nich wsiąść. Patrzyłyśmy na nich zdziwione.
-No chodźcie. - powiedział Harry.
Kiedy wsiadłyśmy do taczek chłopacy zaczęli nas w nich wozić po łąkach. Ludzie, którzy tam przechodzili śmiali się i patrzyli na nas jak na wariatów. Harry woził mnie, Zayn Mayę, Lou Nicole, Markus Lanę a Liam Nialla. Zachowywaliśmy się jak małe dzieci. Nagle zaczęły działać wszystkie zraszacze i woda zaczęła nas ochlapywać. Biegaliśmy boso po trawie i ganialiśmy się. Maya uciekała przed Zaynem, a było bardzo ślisko i kiedy chłopak w końcu ją złapał wylądowała na nim. Nie wiedziała co się dzieje, a po chwili Zayn położył się obok niej i zaczęli się śmiać. Ładnie razem wyglądali. Miło by było widzieć ich jako parę, ale to jeszcze za wcześnie. Cali mokrzy wróciliśmy do hotelu, kiedy zobaczyli nas nasi ojcowie, aż się przestraszyli.
-Boże drogi, dzieci, co się stało? - zapytał James.
-Szliśmy sobie do lasu...
-Poprawka. Wy szliście, my jechałyśmy w taczkach. - przerwała Louisowi Nicole.
-Tak właśnie. No i wtedy włączyły się wszystkie zraszacze, a my zaczęliśmy biegać po tej mokrej trawie. - kontynuował Harry.
-Co my się z wami mamy. No dobra idźcie się przebrać. - powiedział mój tata . - Emy... Poczekaj chwilę. Chodźmy się przejść muszę z tobą porozmawiać.
Spojrzałam na dziewczyny, a one pokiwały twierdząco głową.
Usiedliśmy na ławce przed hotelem.
-Nienawidzisz mnie za to co wam zrobiłem prawda?
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Ta rozmowa nie zaliczała się do najlepszych.
-Nie mów tak, przecież wiesz, że cię kocham. - powiedziałam niepewnie.
Ucieszyłam się, że w końcu to z siebie wyrzuciłam. Zrobiło mi się jakoś lżej.
-Ale fakt, że zostawiłeś mnie i Markus`a dla tych pięciu chłopaków bardzo boli...
-Nieprawda. Oni... Oni bardzo przypominali mi was. Jesteś moją córką nikt cię nie zastąpi. Nawet samo One Direction.
Po tych słowach wtuliłam się w niego.
-Kocham cię. - powiedział.
-Ja ciebie też. I chcę, żeby już było między nami dobrze. Jesteś moim ojcem, potrzebuję cię. - mówiłam drżącym głosem.
-Ja ciebie też potrzebuję, jesteś moją motywacją... tak samo jak Markus. A tak po za tym... Nieźle pojechałaś Harremu na korytarzu. Kiedy chłopak przyszedł do nas był zszokowany, a zarazem oczarowany.
Zaczęłam się śmiać. A następnie wstałam i poszłam do swojego pokoju. Lana siedziała na łóżku, zamyślona.
-O czym myślisz? - zapytałam.
-O niczym.
-No naprawdę? Gadaj!
-No bo... Ja już nie wiem co ja mam robić. Z jednej strony Markus, a z drugiej...
-A z drugiej kto?
Popatrzyła na mnie znacząco.
-Liam ? - zapytałam niepewnie. Dziewczyna pokiwała twierdząco głową. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nie chciałam, żeby mój brat cierpiał. I nie chciałam tłumaczyć Lanie, że robi źle, bo znając nas skończyłoby się to kłótnią.
-No dobra ... Nieważne. Idę na dół. Będziemy oglądały z chłopakami film, idziesz z nami? - zapytała.
-Nie... Jestem zmęczona. - wywinęłam się .
Kiedy Lana wyszła poszłam na balkon. Uwielbiałam to miejsce. Nagle dostałam od sms-a: Hej.Może dasz się wyciągnąć na mały spacer w ramach przeprosin? Spotkajmy się za chwilę przed hotelem - Harry. Nie wiedziałam skąd ma mój numer, ale nie miałam nic ciekawszego do roboty , więc przebrałam się i wyszłam przed hotel .
piątek, 5 kwietnia 2013
#7
Rozdział 7 i
~Per spektywa Emily~
-216. - odpowiedziała Nicole.
-Czyli obok nas. My w 217 - powiedziałam.
Kiedy dojechałyśmy już na pierwsze piętro wysiedliśmy z windy i weszłyśmy do swoich pokoi. Wzięłyśmy koc, pieniądze, telefony i wyszłyśmy. Coraz bardziej zaczynało mi się tu podobać. Kiedy wychodziłyśmy z hotelu miałam tylko nadzieję, że nie wpadnę na tego chłopaka. Było mi głupio, chciałabym go przeprosić za wczoraj, ale niestety nie potrafiłam, moja nieśmiałość nie dawała za wygraną. Szkoda tylko, że taka nieśmiała to ja wczoraj nie byłam. Moje rozmyślenia przerwała Maya.
-Ona często się tak zawiesza? - zapytała.
-I to jak. - odparła Lana.
Zaczęłyśmy się śmiać.
-No to gdzie idziemy? - zapytałam.
-Zobaczycie. Zaufajcie mi. - powiedziała Nicole.
Kiedy minęłyśmy łąki zaczęłyśmy przedzierać się przez jakieś krzaki. Szłam ostatnia i cały czas dostawałam gałęziami po twarzy.
-Cholera, daleko jeszcze? - zapytałam poddenerwowana.
-Jeszcze trochę , marudo. - powiedziała Maya.
-Też byś była marudna, gdybyś co chwila dostawała tymi pieprzonymi gałęziami w twarz.
Kiedy weszłyśmy pod górkę znalazłyśmy się nad jakimś wodospadem , który otaczał gęsty las.
-Wooow. Jak tu pięknie! - krzyknęła Lana.
-Mówiłam, żebyście mi zaufały. - powiedziała Nicole.
Rozłożyłyśmy koc, usiadłyśmy na nim i zaczęłyśmy wypakowywać z wielkiego, wiklinowego kosza jedzenie. Zapanowała cisza. Nie była ona krępująca. Po prostu napawałyśmy się świeżym powietrzem i wsłuchiwałyśmy się w przyjemny dla ucha dźwięk płynącej wody w rzeczce.
-Znacie taki zespół jak One Direction? - przerwała ciszę Maya.
Ciężko westchnęłam.
-No oczywiście! Kocham ten zespół ... - powiedziała zachwycona Lana. - Ems za nimi nie przepada.
-Oni są cudowni! - powiedziała Nicole.
Dziewczyny zaczęły oglądać ich zdjęcia. Kątem oka spojrzałam na jedno z nich jednak po chwili od razu odwróciłam wzrok. Kiedy spojrzałam jeszcze raz gwałtownie wyrwałam Mayi telefon z ręki i zaczęłam z uwagą przyglądać się chłopakowi z burzą loków. I w tej chwili coś zrozumiałam ... No tak .. Mądra to ja jestem po czasie. Ten chłopak na którego wczoraj wpadłam to był jeden z nich. Jak ja mogłam go nie poznać, przecież ściany w pokoju Lany są przepełnione ich plakatami.
-Emy, co ci jest? - zapytała Nicole.
-Ja ich wczoraj widziałam! - prawie krzyknęłam.
Dziewczyny patrzyły na mnie z miną typu: WTF?, a po chwili zaczęły się śmiać.
-Ja nie żartuje! Naprawdę, wczoraj wpadłam na tego, no! - powiedziałam pokazując na zielonookiego chłopaka.
-To niemożliwe... Przecież mój tata by mi o tym powiedział. On wie jak ja ich kocham. - mówiła Nicole.
Znowu zapanowała cisza. Wiedziałam, że każda z nas myśli teraz nad tym co powiedziałam. Po chwili jednak zapomniałyśmy o tym i zaczęłyśmy się wygłupiać. Z godziny na godzinę zaprzyjaźniałyśmy się z dziewczynami coraz bardziej. Okazały się naprawdę fajnie. Jednak przyjazd tutaj to był bardzo dobry pomysł. Nim się zorientowałyśmy była już 21.00 i słońce powoli chowało się za horyzontem.
-Wracajmy już. - powiedziałam.
W drodze powrotnej znowu dostawałam gałęziami. 20 minut później byliśmy już w hotelu, kiedy poszliśmy na ich tyły na leżakach leżeli "James" oraz mój tata popijając drinki .
-O, nasze dziewczyny . - powiedział mój tata.
-Jak się bawiłyście? - zapytał James.
-Bardzo dobrze, dziewczyny są bardzo fajne - powiedziała Maya.
-Cieszę się, że się zaprzyjaźniłyście. No dobra, co powiecie na ognisko powitalne dla dziewczyn i Marcus'a?- zapytał mój tata - A tak po za tym musimy wam kogoś przedstawi .. -dodał uśmiechając się znacząco do Jamesa .
-A tak po za tym ... Gdzie Marcus? - zapytałam .
-Poznał kilku chłopaków i gdzieś poszli. - powiedział James .
Po chwili zaczęliśmy rozpalać ognisko. Robiło się chłodno, więc poszłyśmy do swoich pokoi cieplej się ubrać . Ubrałam się cieplej, a gdy Lana była już gotowa, zamknęłam drzwi na kartę, schowałam ją do kieszeni i zeszłyśmy na dwór. Siedzieli tam jacyś obcy ludzie . Mój tata , James i dziewczyny przynosili z hotelu jedzenie, ja natomiast bujałam się na huśtawce. Po chwili dziewczyny przyszły do mnie, usiadły na ziemi i zaczęłyśmy rozmawia. Nagle z hotelu wyszedł mój tata, a za nim szło TYCH pięciu chłopaków i Markus. Patrzyłam na nich z lekko otwartą buzią.
-Weźcie się odwróćcie. - powiedziałam do dziewczyn.
Najpierw patrzyły na mnie zdziwione, a po chwili niepewnie się odwróciły. Dziewczyny patrzyły na nich jakby zobaczyły coś co nie istnieje.
-Cześć. - powiedział blondyn.
-Zaraz, zaraz .. Wy ... Przecież wy ... - dukała Lana.
-Tak, jesteśmy One Direction . - powiedział mulat.
-Co wy tu robicie? - zapytała zszokowana Nicole.
-NIESPODZIANKA! - krzyknął James .
-Ja i twój tata jesteśmy ich managerami. - powiedział mój ojciec.
I wtedy coś zrozumiałam ... Ojciec zostawił nas po to , żeby zająć się nimi ... To bolało. Bardzo. Przez to już na starcie ich znienawidziłam.
-To może my się przedstawimy... Jestem Harry, a to Lou , Niall, Zayn i Liam.
-Co prawda wiemy kim jesteście, ale jeżeli lubicie się przedstawiać to rozumiem. Jestem Maya, a to Lana, Nicole i Ems. - mówiła.
-Dla Was Emily- powiedziałam wrogo.
-A my się już chyba znamy ... - wychylił się Harry patrząc na mnie.
Nic nie powiedziałam, jedynie spojrzałam na niego z nienawiścią. Znowu zaczęłam się bujać . Była już 23.00. Dziewczyny siedziały i wygłupiały się z chłopakami. Niall grał nam na gitarze. Zmieniłam zdanie co do nich. Oni mają wielkie talent. Zyskali mój szacunek. Wydawali się naprawdę fajni, jednak nie mogłam pozbyć się myśli, że to oni odebrali mi tatę. W sumie to było dziwne... Spędzić całe dwa miesiące z niejakim: ONE DIRECTION.
-Emily, nie nudzi ci się na tej huśtawce? - zapytał Liam.
Postanowiłam, że mimo wszystko postaram się z nimi zaprzyjaźnić.
Szeroko się uśmiechnęłam i pokiwałam przecząco głową. Siedziałam i jadłam kiełbaskę kiedy nagle przyszedł Harry. Usiadł na huśtawce obok mnie i zaczął się bujać.
-Dziwne... Dzisiaj nic nie mówisz, a wczoraj miałaś taki potok słów jak na siebie wpadliśmy. - powiedział.
Spojrzałam na niego obojętnie.
-Coś jeszcze? - zapytałam.
-Nie. - odparł .
Przewróciłam oczami i usiadłam na ławce obok Nialla.
-Twój tata nam dużo o tobie opowiadał. - powiedział Zayn.
-Tak? A co mówił? - zapytałam.
-Same pozytywy.... A tak w ogóle to nieźle wczoraj dałaś popalić Harremu. No , ale wiesz co? Należało mu się. Takie to nie wychowane... - powiedział Louis .
Harry się zarumienił .
-Nieźle cię musiał wkurzyć. Wyglądasz na spokojną dziewczynę. - powiedział Liam.
-Bo taka jestem. - powiedziałam.
Z godziny na godzinę dogadywałyśmy się z chłopakami coraz lepiej.
-Co jutro robimy? - zapytał Niall.
-My? Razem? - zapytała Maya patrząc szeroko otwartymi oczami na Zayna.
Chłopak delikatnie się do niej uśmiechnął.
-Tak. Razem. - powiedział Malik.
-A co chcecie robić ? - zapytała Lana.
-Może, zabierzemy was w pewno miejsce. - powiedział Liam.
Chłopacy zaczęli tajemniczo się uśmiechał. Dochodziła już północ. Zaczęliśmy zbierać się do swoich pokoi. Kiedy się wykąpałam poszłam na balkon. Stałam i patrzyłam na księżyc w pełni. Nagle ktoś wyszedł na balkon, który znajdował się obok mojego.
-Nie oddam ci twoich marchewek, nie oddam ci twoich marchewek - mówił .
Kiedy spojrzał na mnie zrozumiałam , że to Harry. Zarumienił się i wrzucił marchewki do pokoju przez co uderzył Louis`a.
-Jeszcze ciebie tu brakowało - powiedziałam po cichu po czym chciałam wejść do pokoju.
-Czekaj, Emily ...
-Nie. - powiedziałam po czym weszłam do środka .
Nagle z łazienki wyszła Lana.
-Co ci? - zapytała.
-Nic! - powiedziałam zła kładąc się do łóżka.
-Mów .
-Wkurza mnie ten cały HARRY . - powiedziałam.
-Wkurza? Bo ja tutaj wyczuwam chemię. - powiedziała.
Patrzyłam na nią zdenerwowana.
-Wiesz co? Nie gadaj głupot... Nie ważne. Jak tam wrażenia? W końcu zobaczyłaś to swoje One Direction.
-Oni są cudowni.
-Masz rację, są fajni.- powiedziałam.
-Zmieniasz się... Na lepsze . - odparła.
Uśmiechnęłam się do niej, odwróciłam plecami, zgasiłam światło i zasnęłam.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jak się podoba? W końcu wprowadziłam One Direction : D
środa, 3 kwietnia 2013
#6
Rozdział 6
~Perspektywa Emily~
Obudziło mnie ćwierkanie ptaków za oknem. Chwyciłam z półki telefon i spojrzałam na zegarek. Była 10:15.Dostrzegłam, że Lana jeszcze śpi, co bardzo mnie zdziwiło, przecież to taki ranny ptaszek. Wstałam z łóżka, przeciągnęłam się i leniwym krokiem wyszłam na balkon. Przetarłam oczy i znowu ujrzałam TYCH chłopaków, którzy tym razem jedli śniadanie. Na szczęście nie zauważyli mnie.
-To już podchodzi pod prześladowanie. - powiedziałam do siebie po cichu, po czym wróciłam do pokoju. Lana właśnie się budziła.
-Dzień dobry. - powiedziała zaspana.
Kochałam jej poranny głos, zawsze powodował u mnie wybuch śmiechu.
-Która godzina? - zapytała.
-10.20 - odparłam .
Lana wygramoliła się z łóżka, podeszła do szafy, wyciągnęła ciuchy i poszła do łazienki . Ścieliłam łóżko kiedy nagle ktoś zapukał do drzwi. Był to Marcus.
-Witaj siostrzyczko.
-Witaj braciszku.
-Co zrobiłaś z moją dziewczyną?
-Nic, jest w łazience. - powiedziałam .
Nagle Lana z niej wyszła. Marcus na jej widok zaniemówił.
-Ale jesteś śliczna . - wydukał.
Lana zaczęła się śmiać.
-No dobra, to my idziemy na śniadanie. - powiedziała.
-Ja zaraz do Was dołączę, tylko się ogarnę.
Spojrzałam na swoją pidżamę i jeszcze bardziej potargałam włosy. Wyciągnęłam z komody ubrania po czym skierowałam się do łazienki. CI chłopcy w samych bokserkach i ręcznikami w rękach, i skierowali się w stronę basenu. Z uwagą przyglądałam się każdemu po kolei. Wyglądali mi jakoś znajomo. Nagle w moją stronę odwrócił się chłopak, na którego wczoraj wpadłam. Kiedy go zobaczyłam od razu spuściłam głowę w dół. Umyłam się, ubrałam, włosy uczesałam i wyszłam z łazienki. Zamknęłam drzwi na kartę i wyszłam na tyły hotelu gdzie byli już: Lana, mój tata oraz Marcus. Usiadłam obok mojego taty. Ubrani już CI chłopcy wyszli z hotelu. Zauważyłam, że chłopak z wczorajszego zdarzenia cały czas się na mnie patrzy, a ja się rumienię.
-Chciałbym, żebyście kogoś poznali - powiedział mój tata.
-Kogo? - zapytał Marcus.
-Zaraz zobaczycie. - powiedział po czym odszedł.
Po chwili wrócił z jakimś mężczyzną i dwiema dziewczynami. Jedna miała długie, rude włosy i zielone oczy. Była bardzo szczupła i naprawdę ładna. Druga natomiast miała czarne włosy prawie do pasa i brązowe oczy. Była nieco wyższa od pierwszej i tak samo szczupła jak ona.Wyglądały na około 17 lat.
-Poznajcie się. To są Maya i Nicole, a to Emily, Lana i Marcus. - powiedział mój tata.
Podaliśmy sobie ręce.
-A to jest mój przyjaciel James. - dodał.
-To twoje dzieci? - zapytał pulchny, łysy mężczyzna.
-Tak, a to przyjaciółka mojej córki i dziewczyna Marcus`a.
-Ale jesteś śliczna. - powiedział Pan James. - No i ty też. - dodał patrząc na Lanę.
-Dzieciaki, to jest właściciel tego hotelu. - powiedział mój tata.
-Mówcie mi James. No dobra. Wy sobie tutaj porozmawiajcie , a my musimy pojechać do centrum i załatwić kilka spraw. - oznajmił "James" po czym wraz z moim tatą odszedł. Maya usiadła obok mnie, a Nicole obok Lany. Przez chwilę panowała niezręczna cisza.
-Od dawna jesteście w Londynie? - zapytała Maya, która pochłaniała wszystko co znajdowało się na stole.
-Od wczoraj. - odparł Marcus .
-Ty jesteś córką właściciela hotelu? - zapytałam Nicole.
Dziewczyna pokiwała twierdząco głową.
-A Maya to moja przyjaciółka. Przyjechała tutaj ze mną. - odparła.
-No .. więc całe wakacje spędzimy razem? - zapytała Lana.
-Tak. - powiedziała Maya.
-Co powiecie na spacer po tych łąkach? - zapytałam.
-Bardzo dobry pomysł. - powiedziała Nicole.
-Ej, a co ze mną? No bo wiecie ... Nie wiem czy zauważyłyście, ale ja jestem facetem i nie chce mi się wysłuchiwać jak rozmawiacie o "ciachach", stanikach , tipsach , ciuszkach .. - zaczął wymieniać.
Zaczęłyśmy się śmiać.
-Pograsz sobie na konsoli ... - powiedziała Lana po czym odeszłyśmy od stołu.
-No tak .. Zostawcie mnie samego . - powiedział "wkurzony" Markus.
Kiedy wchodziliśmy do hotelu ostatni raz spojrzałam się na tego chłopaka. Nasze spojrzenia się ze sobą zetknęły. Od razu odwróciłam wzrok i weszłam do środka.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jak? Pewnie zauważyliście, że wprowadziłam nowych bohaterów... Jakie wrażenia?
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
#Od Autorki
Heej kochaani...
Może by tak jakieś komentarze zostawiać?? Mam tu tylko dwie, wierne i kochane czytelniczki, a wejść jest według mnie dużo (ponad 300). Chciałabym zobaczyć jakieś komy, bo jak ich nie ma, to odechciewa mi się pisać. Nie wiem, czy jest sens prowadzić tego bloga, skoro nie mam oznak, że czytacie...
#Nowi Bohaterowie
Nicole Gremsay.
17-latka. Przyjaciółka Mayi. Wbrew pozorom wrażliwa i bardzo emocjonalna.
Razem z Nicole uwielbiają One Direction.
Maya Leslee.
Rówieśniczka Nicole. Przyjaźnią się odkąd tylko pamiętają. Nigdy nie była w poważnym związku, czeka na tego jedynego. Ma przykre wspomnienia po swoim byłym.
Macie tutaj nowe bohaterki, pojawią się w następnym rozdziale. Będą już na tym blogu na stałe, do samego epilogu.
17-latka. Przyjaciółka Mayi. Wbrew pozorom wrażliwa i bardzo emocjonalna.
Razem z Nicole uwielbiają One Direction.
Maya Leslee.
Rówieśniczka Nicole. Przyjaźnią się odkąd tylko pamiętają. Nigdy nie była w poważnym związku, czeka na tego jedynego. Ma przykre wspomnienia po swoim byłym.
Macie tutaj nowe bohaterki, pojawią się w następnym rozdziale. Będą już na tym blogu na stałe, do samego epilogu.
#5
Rozdział 5
~Perspektywa Emily~
-No to wysiadamy. - powiedział tata.
Hotel był naprawdę duży. Prowadziły do niego szerokie schody. Był pomalowany na pomarańczowo. Stała przed nim wielka fontanna, a po bokach stało mnóstwo ławek nad którymi świeciły latarnie. Hotel był położony niedaleko lasu. Otaczały go łąki. Było naprawdę uroczo. Wzięliśmy swoje walizki i weszliśmy do środka. Było tam tak samo ładnie jak na zewnątrz. Nieduża recepcja, przyjemne kolory, piękne obrazy, było w nim bardzo nowocześnie.
-Natalie, poproszę karty do pokojów 217, 311 i 312. - powiedział mój tata.
Recepcjonistka wykonała jego polecenie. Z uwagą przyglądała się mi, Marcus'owi i Lanie.
-To twoje dzieci? - zapytała po chwili.
-Ta dwójka tak, a to jest przyjaciółka Lany. - powiedział mój ojciec.
-I moja dziewczyna. - dodał Marcus.
-Tego nie wiedziałem. - powiedział zdziwiony.
-Bo wiesz? Tak się jakoś składa, że ty w ogóle jakoś mało o nas wiesz. - odparłam po czym wyrwałam mu z ręki kartę do pokoju 217, chwyciłam swoje dwie walizki i nie patrząc na nikogo ruszyłam w stronę windy.
Przechadzałam się po korytarzu, kiedy nagle poczułam, że ktoś na mnie wpada. Spojrzałam na tego kogoś ze wściekłością.
-No i co się gapisz? - zapytałam.
Chłopak nic nie powiedział.
-Nic nie powiesz?
Chłopak dalej jedynie się na mnie gapił.
-Nie no... Ty po prostu jesteś bezczelny! - wykrzyczałam mu w twarz.
-Ja? To ty tutaj łazisz jak sierota.
Patrzyłam na niego z jeszcze większą złością. Czułam, że zaraz wybuchnę jak wulkan.
-Ja łażę jak sierota? No ja cię przepraszam bardzo... Jeżeli widzisz człowieka, który idzie sobie spokojnie po korytarzu, zamyślonego, to chyba zamiast z całej siły w niego uderzać, lepiej jest go grzecznie ominąć i pójść sobie dalej, tak? Nie dość, że na mnie wpadasz, przewracasz mnie, to jeszcze zarzucasz mi, że to JA chodzę jak sierota! Pomyśl o sobie! Taki z Ciebie dżentelmen?! Najlepiej staranować ludzi, niż ich ominąć, prawda? Kretyn a nie dżentelmen! Wyobraź sobie, że dziewczyna też dużo potrafi. - mówiąc to wylałam mu kawę, którą trzymał w ręku, na białą bluzkę- Wiesz co? Nie chce mi się z tobą gadać, więc pozwól, że pójdę sobie w swoją stronę i nie będę ci więcej włazić pod nogi! - wykrzyczałam. Byłam bardzo usatysfakcjonowana jego miną.
Chłopak patrzył na mnie zszokowany. Widocznie nie spodziewał się we mnie takiego wybuchu. Chwyciłam w ręce walizki, ostatni raz na niego spojrzałam i wyminęłam. W końcu znalazłam pokój z numerem 217, otworzyłam go kartą i do niego weszłam. Jego widok poprawił mi humor. Był piękny. Ściany koloru łososiowego, dwa łóżka sypialniane, duże lustro, telewizor, kanapa, stół i krzesła. W rogu tego ogromnego pokoju były drzwi do łazienki. A na drugim jego końcu duże drzwi balkonowe. Kiedy wyszłam nie spodziewałam się takich krajobrazów. Wielki basen, leżaki do opalania się, pawilony pod którymi stały stoły i ławki, plac zabaw dla dzieci oraz miejsce do zrobienia ogniska. Każdy mógł by tutaj znaleźć coś dla siebie. Nagle spojrzałam pięciu chłopaków siedzących pod pawilonem. Dwóch siedziało na jednej ławce z twarzami odwróconymi w moją stronę, a trójka siedziała na drugiej ławce z plecami odwróconymi do mnie. Nagle uroczy blondyn, który cały czas coś jadł pokazał palcem na mnie i chłopak siedzący tyłem odwrócił się i spojrzał na mnie. Był to ten sam chłopak, który wpadł na mnie przed chwilą na korytarzu. Nieśmiało na niego spojrzałam, zamknęłam drzwi i wróciłam do pokoju. Kiedy już ochłonęłam po tym niemiłym incydencie to zrobiło mi się trochę głupio. Przecież mogłam po prostu bez słowa go wyminąć i pójść dalej. Nie jestem raczej osobą impulsywną, wręcz przeciwnie. Jestem nieśmiała, ale po prostu miałam tego dnia zły humor, a po za tym poniosło mnie. Kiedy ponownie wyobraziłam sobie twarz tego chłopaka doszło do mnie, że to ten sam, który śnił mi się ubiegłej nocy. Nie rozumiałam dlaczego on? Przecież chyba nie jest nikim sławnym, rozpoznałabym go. Moje rozmyślenia przerwali Lana, Marcus i mój tata, którzy wparowali do mojego pokoju.
-Tu jest cudownie ! - krzyknęła Lana.
-Idealnie. - dodał Mike.
-Nina , a tobie się podoba ? - zapytał mój tata .
- Powiedzmy. - skłamałam z obojętnością w głosie.
Tak naprawdę bardzo mi się tu podobało , ale nie chciałam dać mu tej satysfakcji.
-No dobra. To wyśpijcie się. Do jutra. - powiedział mój tata po czym wraz z Marcusem wyszli z naszego pokoju. Lana zaczęła się rozpakowywać. Wiedziałam, że jest na mnie obrażona.
-Nie bądź zła. - prosiłam.
-Ems, ja nie chcę wtrącać się w wasze rodzinne sprawy, ale mogłabyś być dla swojego taty miła. On cię kocha.
-No i ja go też... Ale to musi trochę potrwać zanim mu wybaczę. - powiedziałam.
Semily poszła do łazienki się umyć. Ja natomiast byłam tak zmęczona, że nie miałam na to siły. Położyłam się wykończona na łóżko i gapiłam się w sufit. Myślałam o tym chłopaku i o tym jak go potraktowałam. Miałam teraz lekkie wyrzuty sumienia, ale przecież to jego wina, on na mnie wpadł. Nagle wróciła Lana i położyła się obok mnie.
-O czym myślisz?
-O niczym ważnym. - odparłam.
-Tak, tak. No dobra nie chcesz mówić to nie. Co jutro robimy?
-Ja bym chciała zwiedzić Londyn.
-Noo... Widzę , że się przekonałaś. - powiedziała dumnie Lana
-Tu jest pięknie. No dobra ... Nie mam siły gadać. Dobranoc. - powiedziałam po czym odwróciłam się do niej plecami i zasnęłam.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ale pocisnęłam Harremu w tym rozdziale xDDDD A tu łapcie ode mnie: Swag Masta From Doncasta
xDDDD (tłumaczenie: Mistrz Lansu z Doncaster) I odpowiadam na wszelkie pytania: Taak, to jest młody Louis!!! <33333333 Link
sobota, 30 marca 2013
#4
Rozdział 4
~Perspektywa Emily~
Obudziły mnie promienie słoneczne przedostające się do pokoju przez
otwarte okno. Nakryłam się cała kołdrą i próbowałam nadal zasnąć jednak
przypomniała mi się twarz chłopaka, która śniła mi się tej nocy. Miał
burzę loków, wielkie zielone oczy z ciemnozielonymi tęczówkami i
zniewalający uśmiech dzięki któremu ujawniały się jego piękne dołeczki w
polikach. Nie wiem kim on był, ale na samą myśl o nim szybciej biło
mi serce. To było wręcz dziwne, aż sama się siebie bałam. Moje rozmyślenia przerwali Lana i
Marcus, którzy wpadli do mojego pokoju niczym huragan. Widziałam jak ich
oczy były przepełnione szczęściem. Wiedziałam, że bardzo chcą jechać
do Londynu. A ja postanowiłam sobie, że nie chcę im tego psuć. -Wstawaj Ems, już po 12. Za pół godziny jedziemy do Krakowa. - powiedziała Lana.
Spojrzałam na zegarek i dopiero wtedy uświadomiłam sobie jak już jest późno.
-Miałaś mnie obudzić o 8.00 . - mówiłam szybko wstając z łóżka.
-No tak... Ale o tej godzinie to ja sama spałam, a później chyba ze 56448104083 razy układałam fryzurę - powiedziała.
Zaczęliśmy się śmiać.
No dobra. To ty się tutaj szykuj, a my idziemy na dół. - powiedział Markus po czym wziął moje dwa niewielkie bagaże i wyszedł. Lana została jeszcze chwilę i powiedziała:
-Ekhm... Emy? Ubierz się dzisiaj wyjątkowo, dobrze? Chcę, żebyśmy sprawiły jak najlepsze wrażenie na twoim ojcu. - powiedziała cicho Lana.
-Skoro to dla Ciebie takie ważne, to nie założę dziś dresów i postaram się zrobić na bóstwo- powiedziałam wzdychając - w miarę możliwości - mruknęłam pod nosem.
-Słyszałam! - krzyknęła Lana.
Zaśmiałyśmy się obie, a moja przyjaciółka zeszła na dół.
Przeciągnęłam się , podeszłam do komody i wyciągnęłam najładniejsze ciuchy jakie miałam. Poszłam do łazienki się ubrać. Przeklęłam w duchu Lanę. Nigdy więcej nie założę na siebie tak masakrycznie idealnie opinających ubrań! Włosy zaczesałam tak, jak uczyła mnie ciocia . Kiedy wróciłam do pokoju chwyciłam za torebkę. Włożyłam do niej telefon, mp4, portfel, klucze, swoją i gotowa zeszłam na dół. Kiedy weszłam do kuchni, Lana stała wtulona w Markus`a. Znowu poczułam się trochę niezręcznie. Kiedy mnie zobaczyli odskoczyli od siebie i patrzyli na mnie wystraszeni. Po chwili zaczęli się mi tłumaczyć.
-Przestańcie! Czemu wy się przede mną kryjecie? Przecież ja się cieszę, że ze sobą jesteście.
Zakochańce odetchnęli z ulgą.
-No dobra. Chodźmy już. - powiedziała Lana.
Markus chwycił nasze bagaże i obydwoje wyszli z domu.
Rozejrzałam się ostatni raz po kuchni, uśmiechnęłam się sama do siebie i wyszłam z domu. W drodze do Krakowa panowała cisza. Markus siedział obok mnie i grał na telefonie, Lana siedziała z przodu i czytała moją książkę, a ja słuchałam muzyki. Miałam puszczone: Forever Young tego zespołu, który uwielbia Lana. Nie miałam na ich temat zdania, a jedynie ta piosenka w ich wykonaniu mi się podobała. Moja przyjaciółka tego nie wiedziała, bo gadałaby o nich jeszcze więcej. Kiedy przejeżdżaliśmy przez lasy wiatr wiał mi prosto w oczy co powodowało w nich łzy. Uwielbiałam tak robić, a szczególnie kiedy byłam mała. Kiedy dojechaliśmy do Krakowa była już godzina 18.30. Samolot mieliśmy o 19.00. Pożegnaliśmy się z wujaszkiem, a ja usiadłam na krześle obok Markus`a. Poczułam się senna. Oparłam się o jego ramię i zasnęłam.
-Emy, Ems! Wstawaj! Mamy samolot za 10 minut. - mówiła Lana.
Wsiedliśmy na pokład samolotu i zajęliśmy miejsca. To było dla nas wielkie przeżycie, ponieważ lecieliśmy pierwszy raz. Kiedy mieliśmy startować ścisnęłam rękę Markusa tak mocno, że krzyknął:
-Młoda, kurwa, zaraz mi ręka odpadnie! - i wybuchnął śmiechem.
On się nie bał... Zresztą on nigdy się niczego nie boi. Po chwili jednak ja także przestałam się bać. Puściłam jego rękę i też się uśmiechnęłam. Zaczęłam czytać książkę Lany, a ona i mój braciszek zasnęli wtuleni w siebie. Dalej nie dochodziło do mnie, że oni... Razem ... Ale trzeba się przyzwyczajać. Trzy godziny później byliśmy na miejscu. Obudziłam moje gołąbeczki, wzięliśmy swoje bagaże i ruszyliśmy w stronę terminalu. Na samą myśl, że zaraz zobaczę mojego ojca, robiło mi się słabo. Serce waliło mi tak mocno, że bałam się, że zaraz wyskoczy mi na wierzch. Cała się trzęsłam.
-Poczekajcie. - powiedziałam do parki.
-Co się dzieje? Zapomniałaś czegoś? - zapytał Markus.
-Nie... Chodzi o to, że ja nie wytrzymam. Ja nie dam rady spojrzeć mu w oczy, czy normalnie z nim porozmawiać. Nie po tym co zrobił... Nie po tym, jak nas zostawił! - mówiłam, po czym kucnęłam na ziemi i zakryłam twarz rękoma.
Lana podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła.
-Masz być silna rozumiesz?
-Ale ja nie potrafię...
-Potrafisz! No już chodź... Wstawaj . - mówiła podnosząc mnie. Wzięłam głęboki oddech, w rękę chwyciłam walizkę i ruszyłam naprzód.
Markus rozglądał się po lotnisku szukając naszego taty.
-Ooo! Tam jest! - krzyknął.
Miałam wrażenie, że upadam. Nie czułam nóg. Były jak z waty.
-Ems, jesteś gotowa na spotkanie z nim? - zapytała Lana.
Nie byłam w stanie nic powiedzieć, więc jedynie niepewnie pokiwałam twierdząco głową.
-No to chodźmy. - powiedział Mike.
-Marcus, Lana, Emy! - krzyknął do nas po czym podbiegł i mocno ich wyściskał .
Nawet na niego nie patrzyłam. Wzrok wbiłam w podłogę.
-Pamięta mnie pan... - uśmiechnęła się Lana.
-No pewnie, że tak łobuziaro. - odparł mój tata całując ją w policzek.
W końcu podszedł do mnie. Spojrzałam na niego i dopiero wtedy zobaczyłam jak się zmienił. Nie miał już takiego wielkiego brzucha, lepiej się ubierał i wyglądał jakoś młodziej. Kiedy przybliżył się do mnie i mnie przytulił poczułam się tak bezpiecznie jak kiedyś.
-Te same perfumy co kiedyś. - powiedziałam.
Kochałam je. Zawsze kojarzyły mi się z NIM. Z trudem opanowywałam łzy, które coraz bardziej napływały do moich oczu.Tata chciał chwycić moje bagaże jednak ja zaprzeczyłam.
-No tak ... zapomniałem, że kochasz zawsze wszystko robić sama.
-No, uwierz mi... Przez tak długi czas ja też bym zapomniała dużo rzeczy. - powiedziałam po czym chwyciłam bagaże i ruszyłam naprzód.
Nie chciałam być dla niego niemiła. Bo to przecież nie o to chodzi, ale ja po prostu nie potrafiłam inaczej.
-To gdzie pan nas zabiera? - próbowała podtrzymywać rozmowę Lana.
-Pierwszy miesiąc spędzimy w pewnym hotelu , a drugi w moim domu. Jednak ktoś będzie musiał zamieszkać z nami. - powiedział uśmiechając się zadziornie,
-Kto? - zapytał Marcus.
-Zobaczycie. - odparł puszczając oczko.
Kiedy byłam młodsza uwielbiałam jak to robił.
-Będziecie musieli poznać kilka osób, ale spokojnie. polubicie się. - dodał.
-Taa... Świetnie. Zapowiadają się beznadziejne wakacje w beznadziejnym mieście . - mruknęłam.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I już w następnym rozdziale coś zacznie się dziać :DDD
czwartek, 28 marca 2013
#3
Rozdział 3
~Perspektywa Emily~
-No dobra . Jeśli chcesz zdążyć się spakować, to powinnaś już iść. Sama musisz się jeszcze spakować. Ale pamiętaj! Jutro rano robię ci pobudkę o 8.00 ! - ostrzegła.
-Dobrze. - powiedziałam po czym wyszłyśmy przed dom.
Miałam już iść kiedy nagle zatrzymałam się, bo Lana pociągnęła mnie za rękaw. Odwróciłam się do niej, a ona mocno mnie przytuliła. Zdziwiło mnie to, bo rzadko okazywałyśmy sobie uczucia w taki sposób.
-Dziękuję ci. Wiesz, że właśnie spełniasz moje marzenia? - zapytała.
Moją odpowiedzią był uśmiech.
-Ja też bym chciała, żeby ktoś w końcu spełnił moje. - powiedziałam do siebie kiedy Lana wróciła do siebie. Spojrzałam w niebo ciężko westchnęłam i weszłam do domu. Od razu poszłam do pokoju Markus`a. Chłopak spał.
-Markus, wstawaj. Trzeba się spakować. - powiedziałam.
Chłopak dalej spał.
-Markusie Monteskiuszu Trasscot'cie! Wstawaj! - Mój brat zawsze wybuchał złością, gdy używałam jego 2giego imienia. Dalej nic .
-Mam dla ciebie piwo.
Chłopak się przebudził.
-Gdzie masz to piwo?- spytał zdezorientowany, a ja wybuchnęłam gromkim śmiechem.
-Nie mam. Wstawaj trzeba się pakować.
Chłopak podszedł do szafy i wyciągnął z niej wielką torbę podróżniczą.Usiadłam na jego łóżku i zaczęłam rozglądać się po jego pokoju. Był dość czysty jak na pokój chłopaka.
-Marcus... - przerwałam długą ciszę.
-Tak?
-Muszę zadzwonić do naszego taty.. - powiedziałam wbijając wzrok w podłogę.
-I...? Jak nie masz kasy na koncie to Ci pożyczę swój telefon. - zaoferował się braciszek.
-I gówno, kurwa, jak Ty mnie czasem dobijasz. - powiedziałam robiąc Face Palm'a
-No to o co Ci chodzi?
-Na przykład nie chcę z Nim rozmawiać?
-Aaaaa, to daj telefon i ja zadzwonię. - wyszczerzył ząbki Marcus.
-Przecież masz swój. - dość często go nie rozumiałam, wiecie, taki wybryk natury z niego.
-Ale nie mam kasy na koncie. - powiedział i spuścił wzrok.
-Przecież chciałeś mi... Nieważne... - i tak bym nic nie osiągnęła próbując go jakoś zrozumieć.
Podałam mu grzecznie telefon i wróciłam do swojego pokoju. Cieszyłam się, że mam tak pomocnego brata. Tak naprawdę to był jedyny człowiek z mojej rodziny któremu na mnie zależało... tak mi się bynajmniej wydawało. Podeszłam do laptopa włączyłam: Imagine Dragons - It's Time. Uwielbiałam tą piosenkę. Kontynuowałam pakowanie się. Nagle do pokoju wpadł niczym huragan Markus. Jego oczy błyszczały szczęściem.
-I jak? - zapytałam z obojętnością w głosie.
-Tam będzie cudownie! - powiedział braciszek. -Tata zabiera nas do jakiegoś hotelu na miesiąc, a drugi miesiąc spędzimy w jego domu. Jutro przyjedzie po nas na lotnisko.
Po tych słowach mnie zamurowało. Na samą myśl, że go zobaczę moje serce zaczęło bić szybciej.
-Chcesz tam jechać? - zapytał Markus.
-Nie. - powiedziałam stanowczo .
-Ale postaraj się być chociaż trochę miła dla ojca. - poprosił .
-Spróbuję. - powiedziałam.
-Dobra, idę. Jak coś będziesz chciała jestem, u siebie . - powiedział po czym przybił mi żółwika i wyszedł.
Postanowiłam pójść się wykąpać. Wyciągnęłam z szafki piżamę i poszłam do łazienki . Kiedy leżałam w wannie obiecywałam sobie, że w Londynie nie wciągnę się w żaden romans, bo to bez sensu . Po co zaczynać coś co i tak ma się zaraz skończyć? Nie chcę potem płakać. Kiedy wyszłam z wanny założyłam na siebie wcześniej przygotowane ciuchy, opatuliłam się szczelnie szlafrokiem i zeszłam na dół do kuchni. Usłyszałam z salonu głosy mamy i tego jej.. Roba. Nie chciałam ich widzieć, ale musiałam porozmawiać z mamą o wyjeździe.
-E... Ja jutro wyjeżdżam. - powiedziałam.
-Oo... Jednak się zdecydowałaś ?
-Tak. I teraz już będziesz miała kupę czasu dla tego pana. - powiedziałam wychylając się zza niej i perfidnie się do niego uśmiechając.
-Przestań... Nie mów tak. Zawołaj lepiej brata.
Chłopak akurat schodził po schodach.
-Markus. Chodź tu.
Chłopak po chwili stał obok mnie.
-Marcus, opiekuj się nią.
-Sama potrafię o siebie zadbać.
-Dobrze mamo. - przerwał mi Mike.
-No to już się nie zobaczymy, bo jutro wyjeżdżam na szkolenie do Warszawy. No więc chodźcie tutaj do mnie. Kocham was. - powiedziała po czym przytuliła Marcusa . To samo chciała zrobić ze mną, jednak ja odsunęłam się od niej i poszłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz, zgasiłam światło, i poszłam na balkon. Patrzyłam w gwiazdy. Na słuchawkach puściłam: GrubSon - Na szczycie. Po moim poliku zaczęły spływać łzy. Nie potrafiłam na tym świecie znaleźć sobie miejsca. To, że chodzę uśmiechnięta nie znaczy, że tak naprawdę wszystko jest w porządku. Chciałabym odnaleźć poczucie bezpieczeństwa. Miałam słaby charakter. Denerwowało mnie to, że zawsze tak szybko się poddaję. Płakałam coraz bardziej .
-Chciałabym w końcu zacząć jakoś normalnie żyć. Mieć dobry kontakt z tatą. Czy to tak wiele? Spotkać chłopaka, który będzie mnie kochał za to jaka jestem. Może dopiero na szczycie się spotkamy... - powiedziałam po cichu. Znowu spojrzałam w niebo. Nagle pojawiła się spadająca gwiazdka. Uśmiechnęłam się smutno do siebie, wróciłam do pokoju, położyłam się na łóżko i momentalnie zasnęłam.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że tak nudno, ale muszę najpierw Was wprowadzić do tych ciekawszych momentów.
Postanowiłam, że rozdziały będę dodawała co 2 dni, zaczynając od dziś. Miło by było zobaczyć jednak jakieś komentarze...
#2
Jejjejejejejeje! Szybko wam poszły te 4 kom! A więc daję rozdział :D
Rozdział 2
~Perspektywa Emily~
-Czego chcesz? - zapytałam zaspana.
-Jeść! - odparł głosem 5-latka.
-A sam nie potrafisz sobie zrobić? - zapytałam.
Chłopak jedynie przecząco pokiwał głową.
-A gdzie mama? - zapytałam po chwili.
-U Roba. - powiedział Markus.
On wiedział jak bardzo nienawidzę tego człowieka. Obwiniałam go za rozwód moich rodziców. Z resztą moją mamę także. Chciałabym, żeby moja rodzina była w komplecie... jak dawniej.
-Ems! Emy? Zawiesiłaś się? - zapytał Mike
-Hmmm? Tak, tak.. Chodźmy do kuchni zrobić naleśniki. - powiedziałam.
Kiedy zeszliśmy na dół od razu wyłączyłam muzykę i wzięłam się do roboty.
-Markus? Czy rozmawiałeś z mamą o tym, że mamy polecieć do Londynu? - zapytałam.
Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony jakby nie wiedział o czym mówię.
-No ta ... Mamusia nie miała czasu ci powiedzieć...
-O co chodzi? Do jakiego Londynu? Kiedy mamy lecieć? - pytał.
-Nieważne.. Podaj mi mąkę. - poprosiłam.
Markus wykonał moje polecenie.
-Powiedz mi... - prosił.
-Dzwonił do niej dzisiaj nasz kochany ojczulek. Pytał się czy we dwójkę nie chcielibyśmy do niego przylecieć. -powiedziałam.
-I co? Polecimy? - zapytał.
-Nie wiem...Nie mam pojęcia. - powiedziałam po czym zapanowała cisza.
-Wiesz co? Polecę tam. Pod warunkiem, że Lana poleci z nami. - powiedziałam.
Mike przygryzł dolną wargę i lekko się zarumienił. Trochę mnie to zdziwiło, pierwszy raz go takiego widziałam.
-Markus... Nie żeby coś, ale wydaje mi się czy ty na nią lecisz? - zapytałam.
-No tak jakby ci się nie wydaje. - odparł rozmarzony.
-Uu..mój braciszek się zakochał. - powiedziałam dźgając go w brzuch.
-Przestań... - powiedział zawstydzony po czym ochlapał mnie wodą.
Po chwili zrobiłam z nim to samo. Jednak dwa razy mocniej. Był cały mokry.
-No i się doigrałaś młoda! - powiedział po czym wziął mnie na ręce i wyniósł na dwór. Następnie wrzucił do basenu. Byłam na niego wściekła, z resztą ze wzajemnością.
Nagle stanęła za nim Lana. Uśmiechnęłam się do niej.
-No i co się szczerzysz? - zapytał Markus.
-Nie do ciebie! - odparłam.
-A do kogo niby?
Wskazałam palcem na Lanę. Chłopak odwrócił się do niej. Spojrzał jej w oczy i wystawił szereg białych zębów. Poczułam się trochę niezręcznie.
-Wiecie co? To ja...pójdę się przebrać. - powiedziałam po czym wyszłam z basenu.
Skierowałam się w stronę drzwi balkonowych.
-O mój Boże ...świat wariuje...mój brat i moja przyjaciółka - powiedziałam w drodze do swojego pokoju.
Podeszłam do szafki. Przebrałam się, jak zwykle w wygodne ciuchy. Szpili, spódnice i sukienki to styl Lany, ja wolałam trampki, spodnie i luźne koszule. Gdy wróciłam z łazienki już ubrana, na łóżku leżała Lana i podśpiewywała pod nosem piosenki, oczywiście One Direction.
-Dobrze się bawisz? - zapytałam kładąc się obok niej.
-Rewelacyjnie. - odparła .
Cała promieniała szczęściem. Zapanowała cisza.
-Lana... Posłuchaj... Mój tata... Dzwonił dziś do mojej mamy. I prosił , żebym z Markusem przyleciała do niego do Londynu... I... Ja nie chcę lecieć tam bez ciebie. - powiedziałam spokojnie
Lana najpierw spokojnie siedziała, a potem zaczęła skakać i piszczeć.
-Aaaaa! O mój Boże... Do Londynu! O ja nie mogę, przecież tam mieszka One Direction.. A co jak ich zobaczę? Na pewno ich zobaczę! Jezu drogi .. Dziewczyno kocham cię, kocham cię! - krzyczała, po czym podbiegła i przytuliła mnie tak mocno, że nie mogłam złapać oddechu.
-No, widzę ,że naprawdę się cieszysz. - powiedziałam uśmiechając się.
-Cieszę się, cieszę. Boże drogi, LONDYN! - powiedziała nieco spokojniej.
-A twoja mama się chociaż zgodzi? - zapytałam .
Lana przycichła.
-Na pewno się zgodzi. Chodź, zapytamy się. - powiedziała po czym chwyciła mnie za rękę.
W pośpiechu wybiegłyśmy z domu. Minutę później byłyśmy na miejscu. Jej dom znajdował się naprzeciw mojego. Uwielbiałam u niej być. Zawsze panowała tam przyjemna, rodzinna atmosfera. Nie to co u mnie.
-Cześć. - krzyknęła szczęśliwa Lana na powitanie .
-Cześć. - odparła jej młodsza siostra.
-Dzień dobry ciociu . - powiedziałam wystawiając szereg białych zębów.
-O... Cześć Emy - odparła promiennie jej mama.
-Mamo...tato... Wiecie jak ja was bardzo kocham, nie? No to posłuchajcie ... Bo wiecie, że tata Emily mieszka w Londynie, nie? I on dzwonił do niej i chciał, żeby razem z Markusem do niego poleciała . I ja też bym chciała. Sami dobrze wiecie, że zobaczenie tego miasta jest moim wielkim marzeniem w sumie od zawsze, a teraz jest niepowtarzalna okazja. To jak...zgadzacie się? - mówiła bez przerwy.
Zapanowała cisza.
-Emy , a twoi rodzice nie mają nic przeciwko? - zapytał jej tata.
-Oczywiście że nie, sami to zaproponowali. - powiedziałam.
-No to jeżeli tak....to nie mam nic przeciwko. - powiedziała jej mama.
Lana zaczęła piszczeć.
-A Kiedy macie samolot? - zapytał wujek.
-Jutro wieczorem. - odparłyśmy równocześnie .
-Dobrze. W takim razie odwiozę was na lotnisko, a teraz idźcie się pakować. - powiedział kochany wujaszek.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Podnoszę poprzeczkę :D Teraz dam kolejny rozdział jak będzie 5 kom. Ja nie gryzę, a komentarze naprawdę są dla mnie przyjemnością, bo wiem że czytacie. Do następnego!
#1
Rozdział 1
~Perspektywa Emily~
-Nie potrafisz normalnie zapukać? - zapytałam.
Semily wystawiła szereg białych zębów.
-Oczywiście, że nie. - odparła. - Jest twój brat?
Wiedziałam, że Mike się jej podoba. Jednak wydawało mi się, że on traktował ją jak młodszą siostrę.
-To co? Będziemy się tak komunikować przez okno? Czy może łaskawie zejdziesz tutaj do mnie? - zapytała.
Uśmiechnęłam się do niej zamknęłam okno i wyszłam na podwórko.
-Noo..to jak masz zamiar uczcić zakończenie roku szkolnego? - zapytała Semily .
-No wiesz...Nie ma tutaj raczej żadnych atrakcji oprócz naszej kochanej łączki. - zaśmiałam się .
-To chodźmy do twojego braciszka. - zaproponowała.
-Do twojego Markus'ika. - dokuczałam jej.
-Oj przestań! - odparła szturchając mnie.
Kiedy poszłyśmy na tył podwórka Mike i jego koledzy moczyli nogi w basenie popijając piwo. Muzyka grała tak głośno, że nie słyszałam własnych myśli.
-Ooo..moje kochane dziewczynki! - krzyknął Mike po czym do nas podbiegł i mocno nas przytulił.
-Wiesz co? Nie pij więcej. - powiedziałam po czym położyłam się na hamak.
Lana od razu zaczęła przystawiać się do mojego brata, a jemu najwidoczniej bardzo się to podobało. To był trochę dziwny widok... Nagle moja kochana przyjaciółka podeszła do laptopa i puściła na nim piosenki swojego ulubionego zespołu, a mianowicie: ONE DIRECTION. Miałam ich już serdecznie dosyć.. Wystarczyło mi,że Lana ciągle o nich gadała.
-O nie...tylko nie oni. Wiecie co? Ja pójdę do swojego pokoju, a wy się tutaj bawcie. - powiedziałam po czym poszłam do siebie. Leżałam na łóżku i bez celu gapiłam się w sufit . Nagle usłyszałam wołanie mamy z kuchni .
-Emily! Chodź tu!
Przewróciłam oczami i leniwie zeszłam na dół .
-Czego ty znowu chcesz? - zapytałam krzyżując ręce na piersiach i opierając się o ścianę.
-Bardzo ładne powitanie z matką.
-Bardzo mi przykro , ale na lepsze mnie nie stać.
Moja mama ciężko westchnęła .
-Posłuchaj...Dzwonił do mnie dzisiaj twój tata..
-Wow. Przypomniał sobie o mnie ? - przerwałam jej.
-To może zacznijmy od tego, że on o tobie nigdy nie zapomniał! -wykrzyknęła wściekła matka.
-Tak, tak ... Oczywiście..Nieważne. No i czego chciał?
-Chciał, żebyś wraz z Markusem poleciała do niego do Londynu.- powiedziała spokojnie.
-Nie ma mowy.. - odparłam.
-Ale dlaczego?
-Bo po pierwsze nienawidzę tego miasta , a po drugie nienawidzę ojca.
-Może chociaż się zastanów, co?
-A czemu tobie tak na tym zależy? Ah..no tak przepraszam. Mnie nie będzie, Markusa też nie i będziesz miała mnóstwo czasu dla tego swojego Roba.
-Emy, to nie tak ..
-Nie mów tak na mnie! A jak to jest? No jak? Jestem komuś potrzebna? Ty każdą swoją chwilę poświęcasz temu Robowi, ojciec mnie zostawił tylko przez Ciebe! - wykrzyczałam.
Mama podeszłą do mnie i mocno mnie przytuliła. Zrobiła to chyba pierwszy raz odkąd odszedł od nas ojciec. Nie wiem dlaczego, ale poczułam się lepiej. Nie odepchnęłam jej.
-Jeżeli chcesz Lana będzie mogła lecieć z wami.. Przemyśl to. Myślę, że to dobry pomysł.
-Dobra. - powiedziałam z obojętnością po czym ruszyłam w stronę schodów.
-Tak po za tym gdzie Markus? - zapytała moja mama.
-Nie wiem...- skłamałam.
Co prawda mój brat był już pełnoletni i mógł spożywać alkohol, jednak moja mama tego nie tolerowała. Postanowiłam pójść do ogrodu i skończyć to ich party, żeby nie było żadnej afery. Kiedy wyszłam na dwór panował tam porządek i nikogo nie było. Zdziwiona wróciłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi, położyłam się na podłogę, wyciągnęłam z szafki pamiętnik i zaczęłam przelewać swoje uczucia na papier. Po chwili jednak niespodziewanie zasnęłam, pomimo tego , że była dopiero 16.30.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jak?? Mam nadzieję, że się wam podoba :D To mój drugi blog. Poprzedni prowadziła moja koleżanka, tylko ja podsuwałam jej pomysły. Ona go już zakończyła, a ja zaczęłam podobny, trochę pozmieniałam, żeby nie był identyczny...
Na razie 4 kom. do następnego rozdziału, nie wliczając moich odp. na wasze pytania ;)
Bohaterowie xx
Lana Sparks.
17-latka, przyjaźni się z Emily oraz podkochuje się w jej bracie, Markus'ie. Kocha zespół One Direction.
Emily Trasscot.
Rówieśniczka Lany, traktuje ją jak siostrę. Mieszka z mamą i bratem, ojciec wyprowadził się. Jej brat, Markus, jest dla niej jedynym wsparciem.
Markus Trasscot.
19-latek. Pomagał Emily pozbierać się po wyprowadzce ojca. Czuje coś do Lany, ale nie daje po sobie tego poznać.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




